Z pod mojego pióra wyszło: Zwój Prywatny.
Dnia: sobota, 6 września 2008
O godzinie: 19:41:58
Po pierwsze, nowa notka już jutro. Po drugie, Tasha dzięki wielkie :)


komentarze [8]

Z pod mojego pióra wyszło: Malfoy vs. Malfoy - Za więzienną kratą party 1
Dnia: niedziela, 1 czerwca 2008
O godzinie: 12:03:26
Dopatrzyłam się bezczelnej kradzierzy. Zainteresowanych kieruje do pierwszej notki na moim blogu. A oto plagiaciara. Bezczelność ludzka nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.
hermione-vs-malfoy.blog.onet.pl


Od Autorki wszechmogącej: Droga justysiu w tym opowiadaniu ja tworze wydarzenia, ja jestem bogiem i jedynym dobrem wraz ze złem amen. I o ile dobrze sobie przypominam nie napisałam nic jakoby Draco miał trafić do więzienia. Ty to sobie wymyśliłaś. Nie ja ^^ A tak w ogóle to cię pozdrawiam.




Przyciągam cię?
Odpycham cię z moim mdłym uśmiechem?
Jestem za brudny?
Za dużo flirtuje?
Czy lubię to, co ty?


Móglbym być zdrowy
Móglbym być odrażający
Sadze, ze jestem, odrobinę nieśmiały
Czemu mnie nie lubisz?
Czemu mnie nie lubisz nie dając mi szansy?


Próbowałem być jak Grace Kelly
Lecz cały jej wizerunek był za smutny
Wiec próbuje małego Freddie
Mam zwariowaną tożsamość


Mógłbym być brązowy
Mógłbym być niebieski
Mógłbym być fioletowym niebem
Mógłbym być bolesny
Mógłbym być purpurowy
Móglbym, być wszystkim, czym ty byś chciała
Stać się zielonym
Stać się skąpym
Stać się czymś więcej
Czemu mnie nie lubisz?
Czemu mnie nie lubisz?
Dlaczego nie wyjdziesz za drzwi


Jak mogę pomóc?
Jak mogę pomóc?
Jak mogę pomóc temu, jak ty myślisz?
Witaj kochanie
Witaj kochanie
Kładąc moje życie na skraju
Dlaczego mnie nie lubisz?
Dlaczego mnie nie lubisz?
Dlaczego nie lubisz siebie samej?
Powinienem się nachylić?
Powinienem wyglądać starzej po to, by być posadzonym na półce?


Próbowałem być jak Grace Kelly
Lecz cały jej wizerunek był za smutny
Wiec próbuje małego Freddie
Mam zwariowaną tożsamość!


Móglbym być brązowy
Móglbym być niebieski
Móglbym być fioletowym niebem
Mógłbym być bolesny
Mógłbym być purpurowy
Mógłbym być wszystkim, czym ty byś chciała
Stać się zielonym
Stać się skąpym
Stać się czymś więcej
Czemu mnie nie lubisz?
Czemu mnie nie lubisz?
Dlaczego nie wyjdziesz za drzwi!

Powiedz, co chcesz, aby siebie usatysfakcjonować
Ale ty tylko chcesz tego, co inni mówią, że powinnaś chcieć


Móglbym być brązowy
Móglbym być niebieski
Móglbym być fioletowym niebem
Mógłbym być bolesny
Mógłbym być purpurowy
Mógłbym być wszystkim, czym ty byś chciała
Stać się zielonym
Stać się skąpym
Stać się czymś więcej
Czemu mnie nie lubisz?
Czemu mnie nie lubisz?
Dlaczego nie wyjdziesz za drzwi!
Tłumaczenie: Mika - Grace Kelly


Niebo zasłane było granatowymi ciężkimi chmurami. Deszcz lał się strumieniami dudniąc w szyby aut i domów. Mniejszych lub większych film. W szyby samochodów i wielkich autobusów. Drobna brązowowłosa kobieta wygramoliła się z podstarzałej budki telefonicznej z wyrazem ogromnego zrezygnowania na twarzy. Poprawiła wygnieciony płaszcz i rozłożyła parasolkę. Weszła w jedną z licznych kałuż.
- Niech mnie goły Merlin kopnie – Wyciągnęła kaszmirowa chusteczkę wycierając policzek, na którym pojawiła się kropla brudnej wody pochodzącej z ciężarówki, która właśnie przejechała obok niej. Spojrzała zafrasowana na zegarek. Łeb srebrnego wężyka wskazywał na trzynastą. Zaś jego ogon dobił właśnie do dwunastki.
- Szlag by to – Ruszyła pospiesznie w stronę zdewastowanego parku przy Ministerstwie. Jakaś starsza kobieta czekająca na autobus obrzuciła ją zniesmaczonym spojrzeniem, kiedy przechodziła przez dziurę w zardzewiałym ogrodzeniu. Skrzywiła się lekko. Nie była pewna czy to efekt mieszkania z najbardziej apodyktycznym i narcystycznym człowiekiem świata, ale od pewnego czasu, kiedy tylko ktoś spróbował ją skrytykować i spojrzeć krzywo w jej głowie rodził się szatański plan rzucenia w niego jakąś dobrą klątwą. Kiedy już udało wyplątać jej się z krzaków jak z pod ziemi wyrosła przed nią ogromna ścianą. Wyciągnęła różdżkę i pukając czubkiem dokładnie sześć razy utorowała sobie drogę do czegoś, co pracownicy z różnych wydziałów nazywali kawiarnią. Kilka rozchichotanych sekretarek spojrzało na nią znad stolika pod oknem. Uśmiechnęła się do niej jak na zawołanie prezentując nienaturalnie białe zęby kontrastujące się z brudnymi ścianami. Uśmiechnęła się do nich z lekkością przemieniając się ze znerwicowanej, znudzonej życiem kobiety w pełną energii kobietę sukcesu. Rozejrzała się dookoła.
- Pani Malfoy. Jak miło panią widzieć – Uniosła głowę.
- Witam panie Lynch. – Poprawiła teczkę
- Pozwoli pani, że zaopiekuje się pani płaszczem – Dosłownie wyszarpał od niej okrycie, Uśmiechnął się nieco oschle z wyuczoną kurtuazją – Pan Malfoya prosi do pokoju numer 451 – Zniknął wraz z jej płaszczem i portfelem w prawej kieszeni. Skrzywiła się lekko.
Przeciskając się przez tłumy pracowników przeżuwających na stojąco resztki kanapek i innych wymyślnych śniadanek dotarła do wyznaczonego pokoju. Weszła do środka bez pukania. Blondyn siedział przy oknie z papierosem w ręku.
- Witam cię Granger. – Uśmiechnął się ironicznie nie odwracając głowy w jej stronę
- Cóż za wylewność Malfoy. – Usiadła na jednym z foteli obitych czarną skórą. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Z tego, co zdążyła wywnioskować zdecydowanie to było jedno z pomieszczeń należących tylko do Malfoyów. Zgniła zieleń, srebrne dodatki i czerń raziły po oczach. Cóż kwestia gustu.
- Wezwałem cię tutaj…
- Ton – Poprawiła włosy – zmień ton… Draco – Zmrużył oczy przyjmując pozę obronną.
- Więc wezwałem cię tutaj ponieważ nie chciałem żebyś dowiedziała się o TYM od tych szmatławców koczujących na korytarzach ministerstwa. I żeby nie było, że jestem złym mężem. – Oparł łokcie o stół. Zagryzła wargi. W tym rozluźnionym krawacie i lekko zmierzwionych włosach z papierosem w ręku wyglądał całkiem sexownie. Przeklęła się w duchu. „Spokojnie Herm. To tylko hormony. Policz do pięciu, na pewno kiedyś przestaniesz myśleć o tym, co by się stało gdyby nie to, że nienawidzisz tego faceta i najchętniej wsadziłabyś mu jego różdżkę w…”
- Mogę wiedzieć, o czym myślisz? Ogarnij się kobieto. Nie przyszedłem tu po to by popatrzeć jak rumienisz się jak nastolatka na pierwszej randce. – Potrząsnęła głową próbując skupić się na jego słowach. – no więc...
Obrócili głowy. Ktoś biegł korytarzem. Kroki i krzyki stawały się coraz głośniejsze, co mogło oznaczać, że dana osoba zbliża się do nich nieubłaganie. Hermiona uniosła się nieznacznie, ale Draco chwycił ją za nadgarstek ściskając mocno, zmuszając ją tym samym do ponownego opadnięcia na siedzenie.
- To boli puszczaj…
- Zamknij się Granger. Posłuchaj Potter… – Krzyki zagłuszyły częściowo jego słowa. Próbowała skupić się tylko na lekko poirytowanym tonie jego głosu, ale ten krzyk rozpraszał ją uniemożliwiając zamianę czynów na zamiary. Do środka wleciał wysoki dobrze zbudowany mężczyzna z gazetą w ręku. Dyszał ze złości. Spojrzeli na niego jednocześnie nie ukrywając zdziwienia. Draco wstał z miejsca.
- Czego chcesz King? – Skrzywił się lekko.
- Herm… Hermiona… panno Granger… - Wydyszał z trudem mężczyzna
- Panno Malfoy King – Syknął blondyn. Hermiona wstała zbierając swoje rzeczy.
Mężczyzna wcisnął jej do rąk gazetę. Hermiona odłożyła teczki na stół przyglądając się w napięciu krzykliwemu nagłówkowi. Wstrzymała oddech.
- Widzisz skarbie – Malfoy oparł dłoń na jej ramieniu patrząc kątem oka na rozwścieczonego mężczyznę – czasami jednak warto mnie posłuchać – Kąciki jego ust drgnęły lekko. Jednak powstrzymał się od uśmiechu.
- Ale… ale… jak to? – Wykrztusiła
- Minister chce cię z… państwem widzieć – Warknął drżącym głosem King wyklinając „tego przeklętego dupka Malfoya” po wszystkie czasy i na sakramentalne amen.
Brązowowłosa minęła mężczyzn bez słowa znikając za zakrętem.
King obrócił się w stronę wyjścia.
- Skrzywdzisz ją Malfoy a ja osobiście urwę ci głowę rozumiesz? – Warknął na odchodzę.
- Grozisz mi? – Zaśmiał się chłodno.
- Ja nie grożę. Ja obiecuje – Syknął.
- Skoro tak bardzo martwisz się o MOJĄ żonę. Jak wytłumaczysz jej, że to ty aresztowałeś jej najlepszego jedynego przyjaciela ty tępy bezmózgi yeti – Zmierzył go lodowatym wzrokiem. Potężna dłoń Kinga bez ostrzeżenia wystrzeliła w stronę Draco chwytając go za szyje i przyciskając do ściany. Arystokrata zasyczał próbując dosięgnąć różdżki.
- Spróbuj Malfoy. Jeden ruch a pozbawię cię jedynej szansy na pomnożenie takich tchórzofretek jak ty – Blondyn spojrzał na niego wściekle
- Teraz żałuje, że nie wykończyłem cię kilka miesięcy temu, kiedy jeszcze miałem okazje
- Rozważ moją rade… Draco – Uśmiechnął się złośliwie – Skrzywdzisz Herm a cię zabije. – Puścił go. Blondyn opadł na podłogę chwytając się za obolała szyje, łapiąc w pośpiechu powietrze. Kiedy uniósł głowę King’a już nie było.


komentarze [6]

Z pod mojego pióra wyszło: Pergamin Prywatny czyli od autorki.
Dnia: niedziela, 11 maja 2008
O godzinie: 19:09:56
Drodzy czytelnicy których właściwie już nie ma. Wróciłam po dłuższej przerwie. Za kilka dni postaram się dodać notke.


Dopisek z dnia 28.05.2008:
Cholera, (że sobie tak przeklnę) komputer właśnie mi wysiadł. Straciłam połowę dokumentów w tym całe opowiadanie od pierwszej do najnowszej notki. Nie mam weny żeby znowu coś napisać. Jakieś pomysły w ramach porywu serca dla biednej autorki? .
Dopisek numer 2.
Kolejna notka pojawi się pod tytułem Malfoy vs Malfoy: Za więzienną kratą.
(Autorka pozostawia wam wiele domysłów. Amen)


komentarze [10]

Z pod mojego pióra wyszło: Informacja.
Dnia: środa, 6 lutego 2008
O godzinie: 16:49:11
Tym razem bez notki. Powód? Brak weny. Ale za to z reklamą. Mój nowy blog. W rolach głównych Rose Weasley i Scorpius Malfoy z Albusem Severusem Potterem w tle.


ROZA-GRYFFINDORU.MYLOG.PL


P.S
Droga K@siu niestety cię zmartwię. Nie myślę TYLKO O JEDNYM. Nie przypominam sobie także abym mówiła coś o dziecku teraz zaraz już. A co do "ofiary losu" Hermionie Granger wykreowanej przeze mnie. Chyba nie rozumiesz istoty opowiadania. Ale cóż dziękuje za rade i pozdrawiam.


komentarze [12]

Z pod mojego pióra wyszło: Malfoy vs. Malfoy część piąta.
Dnia: środa, 23 stycznia 2008
O godzinie: 15:06:17
Witam. Mimo braku weny. Suchotach twórczych i innych takich mam nową notkę. Nie opisywałam ślubu. Poprostu zabrakło mi wyobraźni. Akcja mojego opowiadania toczy się sześć lat po ukończeniu Hogwartu (to tak na marginesie). I jeszcze jedno. Jakieś pomysły na imię dla Malfoya juniora? I jeszcze jedno mała reklama. Scorpius Malfoy i Rose Weasley. Zabieram się za pisanie prologu ROZA-GRYFFINDORU.MYLOG.PL


1. Piszę mój list w barze pustych marzeń
Na razie będziemy się widywać rzadziej
Wyszło jak wyszło, nie wiem, jaka jest przyszłość
Lecz muszę zapłacić za to, że myślałem tylko o sobie
Dzisiaj sam zostałem, ale mam nadzieję,
Że Tobie ułoży się wspaniale
Piłem z kumplami, nawet oni sobie poszli
Dżinem odurzony słucham tej melodii
Zostałem samemu, nawet nie chcesz ze mną gadać
Może to przeczytasz, jeśli rozmowa odpada
Noc czarna, tylko dżin i barman są jeszcze ze mną
Słuchamy od dawna jak melodia płynie,
Z nią odpływa szczęście
Zapisuje na kartce to, co zostało we mnie
Pianista w rogu gra samotnie, ciszej
Jeszcze ostatnie słowo, ostatni kieliszek


2.Ta melodia przypomina jak to się zaczyna
Najpierw szalona radość, potem tragiczny finał
Tak było z nami, życie to nie aksamit
Jak może być lepiej, gdy jesteśmy sami?
Jak mogłaś tak mówić?
Jak mogłem nie słuchać?
Melodia przypomina, że jesteś na prośby głucha
Dzisiaj jest na odwrót, ja liczę na powrót
Ale nie chcesz mnie znać, taki jest spraw obrót
Wiec piję Twoje zdrowie, za dużo, za mocno
Piję by zapomnieć, później muszę się ocknąć
Lecz teraz chcę śpiewać, chcę pić, chcę tańczyć
Będę odważny, jeśli chcesz żebym walczył
Piję zdrowie tych, co też nie mają szczęścia
Życie znów będzie piękne jak w poezji wersach
Musimy, przez to przejść, musimy przetrwać
To mój ostatni drink, ostatnia kolejka


3.Jeśli boisz się sparzyć, nigdy się nie ogrzejesz
Tylko, jeśli próbujesz, możesz mieć nadzieję
Możesz żyć smutkiem, albo przeżyć smutek
Możesz się pogrążać, lecz jaki będzie skutek
Piję zdrowie tych, którzy nie mają szczęścia
Piję za to by przestali się zadręczać
Piję za Ciebie, za Twoją przyszłość
Mogliśmy wszystko, szkoda, że nam nie wyszło
Grupa Operacyjna - Północ




Hermiona stanęła przed drzwiami prowadzącymi do Wydziału Magicznego Prawa. Spojrzała na zegarek. Weszła do środka poprawiając niecierpliwie włosy. Deszcz lał nieprzerywalnie od wczoraj. Westchnęła ciężko wyruszając w podróż jednym z krętych korytarzy. Rozpięła czarny płaszcz. Dotarła wreszcie do drzwi na samym końcu. Spojrzała na złotą tabliczkę wiszącą tuż naprzeciwko. „Hermione Granger – adwokat” Uśmiechnęła się delikatnie. Cudem udało się jej skończyć studia. Wojna namieszała jej w życiu nie tylko tym magicznym. Nie bywała w domu od miesięcy. Jej rodzice rozwiedli się jakieś cztery lata temu. Ojciec założył nową rodzinę i wyjechał do Kalifornii. A matka… Znalazła sobie przyjaciela. O Merlinie jak ona go nie znosiła. Miała tę nieprzyjemności spotkać go raz w życiu podczas wigilii rok temu. Później uznała za stosowne nie pokazywać się matce na oczy. Dla jej matki William Parker był uosobieniem męskości, kwintesencja dobra. Podczas gdy ten palant wykorzystywał biedną Jane włączając jej klinikę do swojego koncernu „Parker and Parker”. Zrobił dobry interes… Cholera… a przecież jej tłumaczyła… Weszła do środka. Spojrzała na biurko zawalone różnej maści pismami.
- Chyba jednak powinnam zatrudnić sekretarke – Westchnęła głęboko.
- Sam ci ją zatrudnię Granger. Nie mogę pozwolić, żeby przyszła matka MOJEGO dziedzica zapracowała się na śmierć – Hermiona wyprostowała się automatycznie. Obróciła się delikatnie wbijając wzrok w Malfoya stojącego w drzwiach. Mężczyzna nie przejął się spojrzeniem „Voldemorta-narkomana na głodzie” bijącym w jego cudowną osobę. Położył na jej biurku srebrno zieloną kopertę.
- To zaproszenie na twój ślub nie spóźnij się. I zrób coś z tymi cieniami pod oczami. Wyglądasz fatalnie – Mruknął wychodząc. Panna Granger zamrugała nerwowo. Drżącymi rękoma otworzyła zaproszenie. Jej oczom ukazała się rodowa pieczęć Malfoyów. Pod spodem odręcznym równym pismem widniała zanotowana data, godzina i miejsce.
„P.S Sukienkę znajdziesz w mieszkaniu.” W tej właśnie chwili każda inna kobieta będąca na jej miejscu nawet jako „matka zastępcza i karta przetargowa” dla panicza Malfoya powinna płakać ze szczęścia śmiejąc się zabójczo. Zacisnęła rękę gniotąc delikatny posrebrzany papier. W przypływie nagłej złości cisnęła zaproszeniem do kosza. Usiadła za biurkiem chowając twarz w dłoniach. Właśnie uświadomiła sobie, że jest na skraju załamania nerwowego. Straciła wszystkich przyjaciół. Straciła jego... Otworzyła ostrożnie jedną z szuflad wyciągając z niej zakurzoną ramkę. Przetarła opuszkami palców przednią szybkę. Ich ostatnie wspólne zdjęcie. Przymknęła oczy.
„- Uśmiechnij się – Rudowłosy chłopak uszczypnął ją w policzek.
- Zabieraj ręce Ron – syknęła wściekle potrząsając głową. Był taki dziecinny.
- Nie to nie – Fuknął obracając się – Jesteś drętwa jak kij od miotły.
- Ach tak? – Obróciła jego głowę w swoja stronę robiąc im zdjęcie. Fotografia upadła na ziemie. Chłopak podniósł ją z podłogi oglądając dokładnie.
- A dlaczego się nie rusza? Badziewie.
- Ron to Mugolski aparat – Syknęła – Wyszłam jak idiotka. – Zamyśliła się wpatrując w zdjęcie.”
- Hermiona słyszysz mnie? Hermiona? – Uniosła głowę. Ujrzała zielone wesołe oczy.
- Tak? – Schowała fotografie tam gdzie jej miejsce
- Rany Herm już myślałam, że cię spetryfikowali – Cynthia Fox, kobieta po trzydziestce. Miała to, czego Hermionie brakowało. Rodzinę i nadmiar energii. Brązowo włosa westchnęła ciężko.
- Co mogę dla ciebie zrobić? – Oparła się wygodnie przyglądając koleżance.
- Ach tak… - podała jej dwa zwoje pergaminu. – Wiem, że masz dużo spraw, ale czy nie znalazłabyś chwilki żeby to dla mnie przejrzeć? To wniosek o widzenie z moim ojcem – Mruknęła ponuro. Cynthia była córką śmierciorzercy. Jej ojca złapano miesiąc po śmierci Voldemorta. Nie nawiedziła go, ale teraz, kiedy zbliżało się Boże Narodzenie najwidoczniej postanowiła go odwiedzić.
- Przecież wiesz, że to niewykonalne – Hermiona wbiła wzrok w pergamin – Azkaban to instytucja niezależna od nas. Nie dopuszczają zwykłych czarodziei do odwiedzin. – Cynthia westchnęła tylko cicho.
- Wiem, ale zawsze warto mieć nadzieje – Hermiona uniosła nieznacznie brwi. „Nadzieje… zawsze warto mieć nadzieje…” automatycznie spojrzała na kosz i wystającą z niego kartkę. „Cena mojego życia…”
- Jeśli tak to w porządku. Myślę, że nie mam tu nic do dodania – Mruknęła. – A teraz wybacz mi, ale musze stawić się na rozprawę – Cynthia uśmiechnęła się do niej ciepło wychodząc. Hermiona chwyciła aktówkę, i pióro. Podeszła do kominka.
- Sala numer 178 koordynacja 2 sprawa numer 753. – Zielony płomień pochłonął Hermione buchając radośnie.


Draco Malfoy wyszedł właśnie z jednej z licznych sal na trzecim piętrze. Wygrał kolejną sprawę i co najważniejsze wciągnął Granger w swój własny cudowny tok myśli i planów. Ruszył korytarzem. Spojrzał na zegarek. Wskazówka stanęła na 11. Odgarnął włosy do tyłu. Stanął przed drzwiami gabinetu Zabiniego. Wszedł bez pukania. Blaise leżący na biurku w objęciach z własną sekretarką spojrzał na niego nieco zdziwiony. Kobieta odsunęła się zmieszana. Poprawiła pośpiesznie bluzkę i wygniecioną spódnice. Chwyciła tace z dwoma filiżankami. Poczym ukłoniła się nieznacznie i zniknęła za regałem. Na twarzy Dracona zagościł nieodłączny uśmieszek.
- Ładnie się zabawiasz – Usiadł nie czekając na reakcje gospodarza.
- Słyszałeś o dość nieskomplikowanej czynności nazywanej pukaniem. – Blaise zasyczał gniewnie rozluźniając krawat.
- Och nie bądź taki drobiazgowy Blaise – Draco prychnął wyraźnie rozbawiony. Czarno włosy westchnął głośno.
- Czego? – Spojrzał na „przyjaciela”. Malfoy przyjął dość jednoznaczna pozę. „Wiedziałem. Chce czegoś.”
- Powiedzmy, że chcę zaprosić cię na małą imprezę. – Blondyn zamyślił się przez chwile – Tylko ja, Granger, ty i Parkinson – Zabini uśmiechnął się złośliwie.
- Sugerujesz coś? – Uniósł zaczepnie jedną brew.
- Ależ nic z tych rzeczy. Potrzebuje świadka. To wszystko. Najlepiej żebyś miał czas dziś wieczorem.
- Nie wierze – Blaise wstał gwałtownie. – Złapałeś Granger? Czy może ona ciebie? Więc to, co pisali w „Magicznej Damie” było prawdą? – Oparł się o biurko krzyżując ręce.
- Czytujesz kobiece pisma? Świat schodzi na psy… - Westchnął – Ujmę to tak… Nie kocham tej szlamy, nie zamierzam się dla niej zmienić, nie zostanę przyjacielem Pottera i nie zmienię tego – Uniósł nieznacznie rękaw śnieżno białej koszuli ukazując Czarny Znak. – Zwyczajnie chce przysłużyć się Ministrowi. I oczywiście samemu sobie. – Blaise zmrużył oczy.
- Przyjmuje do wiadomości. – Mruknął wyraźnie zaintrygowany. – Niech zgadnę. Zaszantażowałeś ją? Czy może dołączyła do grona twoich wiernych fanek w co szczerze wątpię. Pytam przez grzeczność – Uśmiechnął się jadowicie. Draco zmarszczył brwi poprawiając rękaw.
- Nie twój interes Zabini – Wstał – Mam nadzieje, że zobaczę cię w Malfoy Manor. Dzisiaj o ósmej. Nie spóźnij się. Wiesz jak nie lubię czekać – Uśmiechnął się jadowicie. Wyszedł. Blaise wzdrygnął się instynktownie. Wiedział aż za bardzo.


- Uznaje oskarżonego za winnego zarzucanego mu czynu i wymierzam mu karę dwóch miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Sąd pragnie zaznaczyć, że oskarżony musi stawić się w ciągu pięciu dni od rozprawy do instytucji wymienionej w piśmie, które zostanie dostarczone oskarżonemu zaraz po rozprawie i zastosować się do zawartych w nim instrukcji. Wysoki sąd działający z ramienia Ministerstwa Magii zamyka rozprawę – Dźwięk spotkania młotka z blatem wyrwał Hermione z odrętwienia. Rozejrzała się nieprzytomnie po Sali. Potrząsnęła głową. Niska rudowłosa kobieta o przysadzistej budowie ściskała jej rękę machając nią energicznie.
- Och panno Granger uratowała mi pani życie. Dziękuje. Dziękuje bardzo! Polecę panią znajomej. Sprawa jest podobna do mojej z tym, że… - Bla, bla, bla. Zmusiła się do uśmiechu. Co piąte słowo docierało do niej jak przez mgłę.
- Jeszcze raz dziękuje panno Granger – Kobieta odgarnęła włosy z tłuściutkiej różowej twarzy. Zeszła z podestu i wybiegła z Sali. Hermiona chwyciła papiery porozrzucane tuż przed nią. Machnęła różdżką a pióro przestało notować. Przez pomyłkę zanotowała słowa owej damy. Jak ona miała na imię? Ach… Rose Masvell. I czy przypadkiem nie wygrała właśnie sprawy? Raczej tak. Przecież, jeśli by przegrała nie gratulowałaby jej tak gorąco.


- Dziękuje ci Billy. Bardzo nam pomogłeś. – Pansy uśmiechnęła się do chłopca siedzącego naprzeciw niej.
- Nie ma, za co proszę pani – Pansy stuknęła różdżką o stolik. Po chwili do środka weszła matka chłopca. Pomachała mu. Wyszli. Odetchnęła głęboko. To już siódme przesłuchanie tego dnia. Była zmęczona. Siedziała tu szóstą godzinę. Marzyła o filiżance kawy i odrobinie spokoju. Zamknęła pomieszczenie.
- Witam Parkinson – Obróciła się wpadając na Dracona.
- Witam Malfoy. Co cię do mnie sprowadza? – Uśmiechnęła się krzywo.
- Oczekuje cię dzisiaj w Malfoy Manor. O ósmej. Nie spóźnij się kochana.- Wyciągnął papierosa. Odpalił go różdżką.
- Jesteś ohydny – Warknęła machając dłonią – myślałam, że rzuciłeś to świństwo – Prychnęła wyniośle.
- Rozlicz się sama ze sobą to pogadamy.– Zaciągnął się dymem.
- Bardzo zabawne Malfoy – Warknęła krzywiąc się zniesmaczona – Aż tak śpieszy ci się, żeby poślubić Granger? No, no. A myślałam, że będą musieli zaciągnąć cię do ołtarza siłą. – Zaśmiała się.
- Im szybciej tym lepiej – Odparł niewzruszony – Na twoim miejscu zastanowiłbym się nad kandydatem na męża. Inaczej wybulisz ostro na rzecz biednych, głodujących dzieci i Ministra wetkniętego w stado tychże sierotek. Czekam na ciebie. Nie spóźnij się – Kiwnęła głową
- Jesteś nie do zdarcia – Zmrużyła oczy mierząc go bacznym spojrzeniem – Tacy ludzie jak ty się nie zmieniają. Nie wierze, że od wczoraj stałeś się paranoikiem kochającym szlamy i mugoli.
- To chyba oczywiste – Zgasił papierosa – Już ci tłumaczyłem. Granger i mnie łączą tylko interesy. Cześć – Został po nim niedopałek leżący na marmurowej podłodze. Potrząsnęła ze zrezygnowaniem głową wchodząc do swojego biura.


Hermiona usiadła przy biurku z filiżanka herbaty w dłoni. Odetchnęła zsuwając z nóg niewygodne pantofle. Nigdy nie przepadała za obcasami a przerwę na lunch traktowała jak ostatnia deskę ratunku dla jej nóg. Wyjęła z pod teczek dzisiejszego Proroka. Upiła łyk napoju. Uśmiechnęła się blado czując jak przyjemne ciepło rozchodzi się po jej ciele. „Charlie Weasley skazany na pocałunek demenotra? – Spekulacje rodzin ofiar.”. Odrzuciła automatycznie gazetę. Miała dość, dość rozdrapywania ran z przed kilkunastu miesięcy. Tyle razy zadawała sobie to samo pytanie? Dlaczego oni? Byli najwspanialsza rodziną, jaką kiedykolwiek dane jej było poznać. Do tej pory widziała ich siedzących przy stole w kuchni. Bardzo pomogli jej, kiedy została bez dachu nad głową. A teraz? Co się stało? Bóg okazał się być niesprawiedliwy. Kiedy stała nad grobem Rona pierwszy raz zadała sobie pytanie czy bóg w ogóle istnieje? Teraz robiła to niemal regularnie. Była zmęczona. Zmęczona tym, że żyje. Robiła karierę. Była wziętym adwokatem. Potrafiła zrobić wszystko. Oprócz porzucenia przeszłości. Czy to możliwe, aby tak diametralnie się zmieniła? Westchnęła. Powieki ciążyły jej od kilku minut. Nie zauważyła jak układając się wygodnie w fotelu zapadła w sen.


Trzymał mocno jej rękę. Próbowała się odezwać, ale zamiast słów zdobyła się tylko na pojedynczy krzyk. Spojrzał na nią obojętnie odwracając głowę. Światło lampy padało na nich z prawej strony. Wyglądał koszmarnie. Cofnęła się o krok. Bała się go.
- Czego jeszcze chcesz? – Sykną wypuszczając wolno powietrze.
- Ja… - Zawahała się. – Ja…, co mam ci powiedzieć?! – Podskoczył mimowolnie.
- Nie wrzeszcz – Warknął
- Jak mam nie wrzeszczeć! Zabiłeś własnego ojca! – Krzyknęła czując jak łzy zaczynają spływać jej po poranionych policzkach. Wytarła je niedbale ubrudzonym rękawem szaty. Chwycił ją za rękę. Ścisnął z całej siły. Nie patrzył na nią. Zadrżała.
- Zapamiętaj to sobie, bo nie będę się więcej powtarzał – Mówił cicho. Ledwie mogła go usłyszeć. – On nigdy nie był moim ojcem! Tak samo jak ty nigdy nie będziesz czysta Granger! Zawsze będziesz szlamą! – Pchnął ją. Upadła na ziemię.


Otworzyła oczy. Oddychała szybko. Spojrzała na zegar. Przespała całą godzinę. Ukryła twarz w dłoniach. Nadal się go bała. Przez te wszystkie miesiące unikała go jak ognia. A teraz? Będzie przebywać z nim przez 24 godziny na dobę. Wstała. Chwyciła torebkę.
- Musze wrócić do domu…
- Owszem skarbie. – Zimny przepełniony nutką drwiny głos Dracona zabrzmiał w gabinecie. – Najlepiej jak najszybciej. Mimo iż ślub jest naciągany chcę, żeby moja pierwsza żona wyglądała efektownie. – Nie mogła wyczytać nic z jego twarzy. Posłał jej półuśmieszek. Miała ochotę trzepnąć go Drętwotą i zaśmiać mu się bezczelnie w twarz. Aż tak odważna nie była… niestety.
- Bądź tak miły i wyjdź stąd Malfoy. Nie masz prawa włazić tu bez pytania – Zmrużyła oczy próbując go ominąć.
- JESZCZE nie. Ale już nie długo – Cofnął się o krok stając w progu. – Widzę, że nie możesz się doczekać? – Dotknął jej policzka. Tym razem to ona się cofnęła. – No, co ty Granger? – Parsknął śmiechem. – Przecież cię nie zjem. Jesteś już dużą dziewczynką. – Zacmokał zniecierpliwiony. Pogłaskał ją po głowie.
- Przestań! – Strąciła jego rękę. – Nie jestem dzieckiem. Nie masz prawa mnie dotykać. Wynoś się! – Krzyknęła robiąc krok do przodu.
- Ciii – Położył palec na jej ustach. – Spokojnie nie bulwersuj się tak. Złość piękności szkodzi. – Zaśmiał się cicho.
- Ty mi szkodzisz Malfoy! Odkąd cię zobaczyłam zamieniłeś moje życie w jedna wielką porażkę!– Zasyczała.
- Przykro – Spoważniał. – Nie rób scen. Rusz swój zgrabny tyłek i idź do domu. – Usunął się z przejścia. Minęła go bez słowa. Ruszyła przed siebie. Była wściekła. I ona ma zostać żoną TEGO faceta? Przecież to nie wykonalne. Dla niego białe jest czarne. Nagle stanęła w miejscu. Obróciła się wolno. Stał przy otwartych na oścież drzwiach. Wyglądał na rozbawionego. Czekała tylko, aż zaśmieje jej się w twarz. Obróciła się. Wyciągnęła różdżkę. Drzwi trzasnęły z impetem. Hermiona schowała „broń” do torebki. Draco zagwizdał z uznaniem. Chwile później zniknęła mu z pola widzenia.
- Interesujące Granger. Ty naprawdę się mnie boisz?


Roztrzepała misternie związane włosy. Dziesięć minut temu poślubiła człowieka, którego nienawidziła i nienawidzi z całego serca. Usiadła na czarnym skórzanym fotelu w ogromnym salonie. Rozejrzała się dookoła. Dużo się tu zmieniło. Ostatni raz była tu rok temu z Ginny i Luną. Pamiętała jak Avery przechadzał się po pokoju popijając brandy z lodem. Mołotov czytając na głos Hamleta ostrzył nóż. A Lucjusz Malfoy obserwował je znad Proroka. Potrząsnęła głową. Ogień w kominku tlił się delikatnie coraz szybciej zajmując kawałki drewna w palenisku. Draco wszedł do pomieszczenia. Miał podwinięte rękawy. Mogła obejrzeć dokładnie Mroczny Znak na jego prawej ręce. Zmrużyła oczy. Zainteresował ją. I co najważniejsze. Był skłonny zaufać jej na, tyle aby ukazać jej najpilniej strzeżoną tajemnice byłego śmierciorzercy? Usiadł naprzeciwko niej. Wpatrywał się w nią przez chwilę próbując uchwycić jej wzrok. Wstał i podszedł do niej.
- Chodź – Mruknął chwytając ją za rękę. Wstała mimowolnie. Popchnął ją lekko w stronę wyjścia do hollu. Przysunął ją do siebie.
- Nienawidzę cię Malfoy – Syknęła zanim zdążył ją pocałować.
- Ja ciebie też – Światło zgasło.



komentarze [24]

Z pod mojego pióra wyszło: Malfoy vs. Malfoy - część czwarta. "Alea iacta est"
Dnia: poniedziałek, 14 stycznia 2008
O godzinie: 18:04:55
No i jestem Z kolejnym rozdziałem. Została mi do napisania jeszcze piąta cześć Malfoy. vs Malfoy. Przewidywana długość? Pięć stron Worda.


"Alea iacta est" - Kości zostały rzucone.


Zatrzasnął drzwi przed nosem kobiety nie czekając na żadną konkretną odpowiedź. Zaklęła wstając. Obróciła się gwałtownie. Podeszła do biurka uderzając dłońmi o blat zwalając kilka gazet i rozsypując notatki. Drewniana podłoga zaskrzypiała melodyjnie. Podeszła do drzwi otwierając je zamaszyście wyszła na korytarz. Ministerstwo o tej porze było zwykle puste i została tylko po to, aby nadrobić zaległości w papierkowej robocie.
- Malfoy! – Krzyknęła. Mężczyzna stojący parę metrów dalej obrócił się leniwie. Podeszła do niego cały czas zaciskając ręce.
- Czego? – Syknął wbijając w nią zimny wzrok. Jęknęła w duchu.
- Dlaczego do cholery! – Syknęła. –Dlaczego? – Wykrztusiła, – Dlaczego wyżywasz się zawsze na mnie! No powiedz! Powiedz, dlaczego!- Poczuła się zagubiona i całkiem bezbronna. Draco uśmiechnął się kpiąco. Hermiona uniosła głowę patrząc na niego. Obraz powoli jej się zamazywał a na policzku pojawiło się coś ciepłego i mokrego.
- Tylko mi tu nie rycz Granger – Prychnął. Kobieta obróciła się i zachlipała smutno. Wywrócił oczami. I co teraz? Położył rękę na jej ramieniu. Ku własnemu zaskoczeniu obróciła się do niego i przytuliła nieśmiało. Malfoy otworzył szerzej oczy. Uśmiechnął się nieco drwiąco.
- Rany Granger ty naprawdę potrzebujesz faceta – Mruknął


Pansy stanęła przed jednym z domów przy Mavery Holl. Deszcz lał się z nieba dudniąc smętnie o parapety. Westchnęła cicho. Gdyby nie była taka głupia już dawno siedziałaby w ciepłym łóżeczku z kubkiem herbaty. Zacisnęła rękę na metalowej rączce parasolki. Weszła po niewielkich schodach stając przed drzwiami. Zastukała. Czarno włosy mężczyzna otworzył drzwi. Na jego twarzy utkwiło wdzięczne zdziwienie. O Merlinie ile by dała, żeby zrobić mu teraz zdjęcie.
- Niespodzianka Potter – Uśmiechnęła się do niego
- Czego chcesz? - Poprawił kołnierz mierząc ją bacznym spojrzeniem. Okulary zsunęły mu się na nos.
- Pogadać. Wpuść mnie nie wiesz, że to niegrzecznie kazać damie czekać? – Zaśmiała się słodko. Harry cofnął się zmieszany.
- Wchodź. Masz pięć minut – Warknął. Pansy z czystym tryumfem wymalowanym na twarzy weszła do środka zamykając delikatnie drzwi.


Draco spojrzał na Hermione siedząco naprzeciwko niego. Wyglądała dość marnie a oznaki chronicznego niewyspania stały się jeszcze bardziej widocznie. Jedyne trafne określenie, które przychodziło mu teraz na myśl to coś w stylu „śmierci na chorągwi”. Upiła łyk herbaty wbijając wzroki w podłogę.
- Nie wyglądasz dobrze – Nie spuszczając z niej wzroku rozsiadł się wygodnie w fotelu. Wyjął coś z szuflady. Podsunął jej pod nos pergamin z pieczęcią z rejestru małżeństw.
- Co to? – Odwróciła nieznacznie wzrok przyglądając się beznamiętnie dokumentowi.
- Jesteś mi cos winna – Zaczął opierając się na łokciach i przysuwając bliżej. – Dzięki mnie żyjesz Granger. Więc teraz oczekuje od ciebie rewanżu. Zakładam, że wiesz o zmianie w przepisach dotyczących zawierania małżeństw. Ściślej prawo Merlina. Dlaczego – Spojrzała na niego. Uśmiechnął się pewnie. Wyglądał na biznesmena robiącego interes życia. – Z racji tego, że nie mam zamiaru płacić pięciuset tysięcy galeonów i przy okazji pozbyć się plakietki syna śmierciorzercy proponuje ci małżeństwo na kilku wygodnych warunkach. – Spojrzała na niego zaszokowana. Otworzyła szerzej oczy. – Wiesz, że odmowa nie wchodzi w grę – Syknął. – Liczę na ciebie. W końcu jesteś gryfonką. A oni posiadają coś, co potocznie nazywamy honorem – Złapał jej spojrzenie.
- I tak po prostu mi to mówisz?
- Jeśli mam być szczery co zdarza mi się ostatnio rzadko to tak. Jesteś kartą przetargową. Po za tym czarodziejki mugolskiego pochodzenia najpóźniej do pierwszego stycznia muszą zawrzeć małżeństwo z czarodziejem czystej krwi. Czarodzieje potrzebują więcej dzieci. Po wojnie zginęło wiele młodych ludzi i nadzieja na postęp – Mruknął mrużący oczy.
- A co jeśli się nie zgodzę?
- Zrobisz sobie krzywdę – Uśmiechnął się pobłażliwie – Pomyśl Granger. Jesteś inteligentna. Przynajmniej tak mówią – Zatrzęsła się. – To tylko rok. Po rozwodzie ułożysz sobie życie jak będziesz chciała. Więc jak? Myślę, że dałem ci sporo czasu do namysłu. Wisisz mi przysługę. – Prawie niewidocznie kiwnęła głową. „Co ja wyprawiam?” Malfoy opadł na oparcie.
- Grzeczna dziewczynka – Uśmiechnął się szeroko.


Pansy stanęła za Harrym. Mężczyzna wyglądał na odrobinę skołowanego. Kątem oka zauważyła pomarańczowe coś siedzące pod stołem.
- Więc tutaj mieszkasz sobie z Granger? – Rozejrzała się po przestronnej dobrze oświetlonej kuchni, – Co u niej? Znalazła już kandydata na męża? – Oparła się o kuchenny blat. Potter spojrzał na nią mrużąc migdałowe oczy. Westchnęła mimowolnie.
- Czego chcesz? – Wyprostował się patrząc na Pansy. W jego oczach mieszało się kilka uczuć na raz, co bardzo utrudniło interpretacje.
- Posłuchaj mnie, bo drugi raz nie powtórzę. Wiem, że bardzo zależy ci na Weasleyu. – Nabrała powietrza. Rozluźnił się delikatnie, – Dlatego jeśli chcesz… możemy nagiąć przepisy… bardzo – zagryzła wargi. Przez ułamek sekundy pomyślał, że wyglądała bardzo sexownie jak na byłego mopsa, które przypominała coraz mniej. – Jeśli ucieknie już go nie dopadną.. – Zmrużyła oczy, – Więc jeśli naprawdę tego chcesz. Pomożemy mu w ucieczce. Wtedy ja spłacę swój dług a ty będziesz miał jedną zbawioną duszyczkę więcej na koncie – Mruknęła.
- Nie wierze, że ty proponujesz to mi – Uśmiechnął się drwiąco.
- Ja też – Potrząsnęła głową.


Draco Malfoy uśmiechnął się bezczelnie odkładając różdżkę na biurko. Przed sekundą stał się szczęśliwym posiadaczem karty świętego spokoju o imieniu Hermiona. Przeciągnął się obserwując ją znad grzywki opadającej mu na oczy.
- I jak ty to sobie wyobrażasz?! Jesteś chory! – Syknęła odzyskując siły.
- Nie Granger. Jestem mistrzem. Przewidziałem wszystkie haczyki. Zrobimy sobie dziecko. Zostanie z tobą. Wyślesz je do Hogwartu z moim nazwiskiem tym sposobem wesprzemy Ministerstwo. To twój obowiązek. W końcu jesteś jego częścią – Mruknął.
- Dziecko? – Spojrzała na niego zdezorientowana
- Nie czytałaś poprawki? – Hermiona zacisnęła dłonie wbijając paznokcie w skórę. – Małżeństwo wiąże się z posiadaniem dziecka. Inaczej nie kleiłoby się to w jedną całość – Mruknął. „Niech mnie goły Merlin kopnie” Zagryzła wargi spuszczając wzrok. „Wpakowałam się w stado sklątek cierpiących na rozstrój żołądka”


Po raz pierwszy spojrzał jej prosto w oczy. Wiedział, że się bała. Jeszcze bardziej niż on. Dlaczego zdobyła się na takie szaleństwo? Jeśli cos pójdzie nie tak zostaną skazani na śmierć a Charlie straci jedyną nadzieje na wolność. Zostaje jeszcze Hermiona… Tylko ona została przy nim po wojnie. Mimo iż Voldemort był już martwy nadal odczuwał strach. Przed samym sobą. Kilka miesięcy temu był zdolny do zabicia śmierciorzercy z uśmiechem na ustach ociekający krwią. Bądź, co bądź nawet oni byli ludźmi. Mieli rodziny. Żony, dzieci. Te wydarzenia odbiły się w jego psychice. Kiedy rzucał Avade… Nie zawahał się ani razu. Był odważny. Dookoła ludzie chwalili go i piętnowali zarazem. Wystarczyła chwila nieuwagi a straciłby przyjaciółkę. I wtedy… gdyby nie Malfoy… Była by już martwa. Draco Malfoy był zdolny do zabicia własnego ojca. Za wszelką cenę chciał ochronić Hermione. Dlaczego więc? Skoro tyle lat żyli jak pies z kotem. To też było zastanawiające. Nie znalazł na to odpowiedzi. Tak jak i na wiele innych pytań, które zostały mu w zamian za ludzkie życia. Pansy drgnęła nieznacznie opuszczając wzrok. Po jego twarzy widziała, że targały nim sprzeczne emocje. Bał się? Jej ręka znalazła się na jego ramieniu. Spojrzał na nią nieprzytomnie.
- Zróbmy to – Starał się nie patrzeć na nią więcej. Nie mógł.
- Co się z tobą stało? Ludzie mówią, że jesteś najlepszym aurorem naszego stulecia. A… - Urwała. – Wiem, że nie powinnam tego mówić skoro nie znam cię tak dobrze jak Granger czy Lovegood. Ale ktoś musi. Obudź się póki jeszcze nie jest za późno. Nie dostrzegasz pewnych spraw. A to boli. Nie tylko ciebie, ale innych także. Nawet mocniej niż sobie wyobrażasz.
- Dlaczego? – Syknął chwytając ją za nadgarstki i przygniatając do ściany. Zabolało. – Dlaczego do cholery chcesz mi pomóc? Przecież mówiłem ci, że nie chcę. Nie potrzebuje…
- Myślałeś, że tylko gryfoni mają swój honor?! Gdyby nie ty byłabym już martwa. Więc dlaczego mam nie ułatwić ci życia. Spójrz na mnie Potter! Jesteś cholernym egoistą! Jeszcze większym niż Malfoy! – Zrobił to. Stała oparta o ścianę a jej serce podchodziło jej do gardła wystukując radosną melodie. Przysunął się do niej. Jego język wpełzł ostrożnie do jej ust. Westchnęła cicho zamykając oczy. „ Jednak jestem kretynką. Bez dwóch zdań”.


Hermiona wysiadła z czarnego sportowego auta Dracona. Owinęła się szczelniej czarnym atłasowym szalem. Deszcz nie przestawał padać od ponad godziny. Blondyn stanął obok niej. Zagwizdał cicho.
- Więc tutaj mieszkasz? – Zaczął znudzonym tonem wkładając ręce do kieszeni czarnego eleganckiego płaszcza.
- Głupie pytanie – Warknęła.
- Mam nadzieje, że zaprosisz mnie do środka… kochanie – Zaśmiał się zimno. Hermiona zacisnęła ręce.
- A mam inne wyjście? – Syknęła. Wspięła się po schodach. Wyjęła klucze z torebki. Drzwi ustąpiły same zanim zdążyła wsadzić klucz do zamka. Wejrzała ostrożnie do środka. Znieruchomiała i prawie spychając Dracona ze schodów cofnęła się gwałtownie zamykając drzwi.
- Cos się stało? – Uniósł brwi. Spojrzała na niego nieco rozkojarzona – Niech zgadnę. Zastałaś Pottera kochającego się namiętnie w hollu? – Zadrwił uśmiechając się bezczelnie. – Potter to ona? A może Potter i… - Położyła palec na jego ustach.
- Ani słowa. – Syknęła czerwieniąc się delikatnie. Chwycił jej rękę. Musnął delikatnie ustami. Zmrużyła oczy. „Co on wyprawia?!” Wsunął ją do swojej kieszeni sprawiając, że Hermiona przysunęła się do niego nieznacznie. Odgarnął włosy z jej policzka.
- Możemy pojechać do mnie – Szepnął jej do ucha. Poczuła jego ciepły przyjemny zapach i oddech na jej policzku i szyi.
- N..nie wyobrażaj sobie – Wyrwała mu się. Wyprostował się przeszywając ją wzrokiem.
- Jak chcesz. Prędzej czy później i tak tam trafisz – Uśmiechnął się do niej. Zawsze z nim przegrywała. Nawet w tak delikatnych sprawach nie potrafił zachować się jak… człowiek.
- Będziemy tu tak stać? – Uniósł brwi. Zauważyła, że robił tak zawsze wtedy, kiedy był poirytowany, zaciekawiony lub rozbawiony. Jęknęła cicho. Draco nie czekając na odpowiedź chwycił ją za rękę i odciągnął od drzwi. Otworzył je na oścież a jego oczom ukazał się na wskroś interesujący widok. Mianowicie jego… koleżanka stała przyklejona, do Pottera całując go namiętnie. Uśmiechnął się zimno. Odchrząknął znacząco. Harry opanował się odsuwając od kobiety. Pansy zamrugała zaskoczona. Oboje obrócili się w stronę Dracona i Hermiony wciśniętych w drzwi. Panna Granger zaczerwieniła się delikatnie. „Nie wierze” myśli Dracona i Hermiony skrzyżowały się na ułamek sekundy. Czyż nie są dla siebie stworzeni?
- No, no Potter. A myślałem, że jesteś gejem – Śmiech Dracona wypełnił pomieszczenie rozdzierając boleśnie cisze wisząca w powietrzu od dobrej minuty.
- Zamknij się Malfoy. Nikt cię tu nie zapraszał – Warknął zielonooki.
- Ależ wręcz przeciwnie prawda kochanie?- Przyciągnął do siebie Hermione. – Prawda? – Przycisnął ją mocniej.
- Tak – syknęła próbując utrzymać wymuszony uśmiech. Ręka ją swędziała, ale wiedziała, że jeśli go uderzy może zmienić jej życie w istne piekło. Postanowiła, więc przytakiwać i olewać go przy tym totalnie. Potter uniósł brwi. Pansy wyglądała na lekko zażenowaną, ale i zaciekawioną. Przyjrzała się uważnie Draconowi. Jego półuśmiech… To jak równowaga pomiędzy światłem a ciemnością. Prychnęła cicho. Hermiona zmierzyła ją zimnym wzrokiem.
- Dla twojej ograniczonej świadomości Potter. Granger i ja pobieramy się niedługo. Więc musisz przywyknąć do mojej obecności tutaj – Tym razem to Hermiona prychnęła.
- Interesujące Draco. – Pansy zaśmiała się dźwięcznie – Wyglądacie na zakochanych prawda Potter? Cudowna para. Pasowali do siebie już w szkole. Te ich urocze kłótnie, sypiący się z sufitu tynk i klątwy latające w powietrzu. Bez was życie byłoby nudne
- A ty Pansy? Planujesz w najbliższym czasie wyjść za mąż? – Hermiona zmrużyła lekko oczy ucinając tym samym zabawną tyradę panny Parkinson.
- Och ależ oczywiście moja droga. Mam nawet kilku kandydatów…. Cóż chyba będę się już zbierać. Porozmawiamy jutro Harry – Rzuciła słodko omijając przyszłych państwa Malfoy. Drzwi trzasnęły cichutko.
- Ja też będę już leciał. – Blondyn pochylił się nad Hermioną. – Szczegóły uzgodnimy jutro – Pocałował ją w czoło. Wyszedł. Hermiona westchnęła ciężko. Dzisiaj już na pewno nie zaśnie.


komentarze [20]

Z pod mojego pióra wyszło: Malfoy vs. Malfoy - część trzecia.
Dnia: środa, 2 stycznia 2008
O godzinie: 15:12:20
Witam państwa. Nareszcie coś napisałam.. .ach nareszcie. Nie mam skąd czerpac natchnienia niestety chyba, że z muzyki ale też już coraz rzadziej. Mówiłam już ale powtorze jeszcze raz MÓJ SZABLON DZIAŁA TYLKO W INTERNET EXPLORER. Amen. Rozbie następny i żeby mi nie było marudzenia.


Może i nie jestem taka, jaką chciałbyś, abym była.
Czasem jestem, jestem próżna i potrafię być niemiła.
Często zmienna jak pogoda i za bardzo pewna siebie,
Ale przecież to nie powód, aby dzisiaj stracić ciebie.

Łzy - Anka, ot tak




Harry Potter przemknął niepostrzeżenie pod drzwiami gabinetu pani psycholog z wydziału „Przesłuchiwani pod przymusem”. Skulił się w sobie i podjął męską decyzje. Przełykając głośno ślinę zapukał prostując się nienaturalnie. Otworzył mu skrzat odziany w kawałek czarnej firany.
- Pan do pani Parkinson? – Pisnął. Potter skrzywił się niemal nadludzkim wysiłkiem powstrzymując się od zatkania uszu.
- Tak. Byłem umówiony. W sprawie Charliego Weasleya. – Wysyczał
- Proszę tędy – Skrzat prawie siłą wepchnął go do środka widząc wahanie na twarzy mężczyzny. Zdarł z niego płaszcz i zatrzasnął drzwi przed nosem zostawiając go bez różdżki z wygłodniałą harpią na talerzu. Westchnął cicho przyjmując pozę obronną.
- Spóźniony – Pansy wyślizgnęła się zza potężnych regałów trzymając kurczowo dwie teczki. – Jak zwykle. Najpierw nalegasz, żebym wstawiła się za tobą u samego ministra a później się spóźniasz. – Prychnęła zimno siadając przy mosiężnym dębowym biurku zastawionym różnej maści papierami i tomiszczami.
- Korki – Burknął
- Jasne. – Zaśmiała się sztucznie – a więc… nie ma żadnych okoliczności łagodzących dla Weasleya. Minister nie zgadza się na składanie zeznań pod Veritaserum… po za tym chyba słyszałeś, że do tej sprawy wrócą dopiero jesienią, kiedy Prorok przestanie rozsyłać fałszywe pogłoski o korupcji w Ministerstwie. Dobro władzy przede wszystkim. Tyle z mojej strony – wyciągnęła w jego kierunku teczkę. – To jego akta. Wyrok zapadnie za miesiąc a do tego czasu umieszczą go w Azkabanie. – Położył rękę na teczce, niespodziewanie ich dłonie zetknęły się przez chwile. Potter siłą wyrwał kobiecie dokumenty i wyszedł trzaskając drzwiami. Po drodze staranował skrzata i z histerią wymalowaną na twarzy teleportował się do własnego auta, aby tam ochłonąć w spokoju po spotkaniu z ta wampirzycą.
Pansy ukryła twarz w dłoniach opierając się o biurko. Potter… samo jego nazwisko doprowadzało ją do konwulsji i depresji. Szczególnie przez ostatnie miesiące, kiedy w zamian za pomoc, której udzielił jej w zeszłym roku miała pomóc Weasleyowi wyjść z paki. Zacisnęła dłonie oddychając głośno. Stos papierów spadł na podłogę. Zaklęła na głos. Co się z nią działo? Przecież niedawno zerwała zaręczyny… i czyżby się zakochała? Znowu? Tym razem prychnęła tylko. Nie możliwe. Była tą samą Pansy Parkinson, co przedtem szkole… tyle, że musiała nauczyć się żyć wśród szlam i mugoli. Po wojnie społeczeństwo wymieszało się i przestało dzielić się przynajmniej publicznie na tych dobrych i złych. Byli jeszcze ci nijacy i ona do nich należała. Zmieniała skórę jak waż. Kiedy było jej wygodnie. Poprawiła misterny kok. Westchnęła ciężko.
- Podać herbatę panno Parkinson? – Pisnął skrzat kłaniając się nisko
- Mam teraz spotkanie. Nie mam czasu. Wracam za godzinę. Nie odbieraj telefonów – Syknęła. Skrzat podał jej misternie uszyty markowy płaszcz, chwyciła torebkę i różdżkę poczym wyszła z biura zamykając drzwi.
Brązowo włosa kobieta opadła na biurko we własnym gabinecie przeklinając wszystko i wszystkich a szczególnie Malfoya. Szczególnie jego. Zaśmiała się niemal histerycznie rozcierając obolałe skronie. Na samo wspomnienie jego dotyku wzdrygała się z obrzydzeniem. Potrząsnęła głową starając się odtrącić ponure myśli. Chwyciła jedna z gazet leżących obok niej. „Percy Weasley zostanie skazany za zbiorowy mord?”, „Wyrok w sprawie P.Weasleya zapadnie dopiero za miesiąc”, „Morderca z Zakonu Feniksa doczeka się zasłużonej kary?”. Zatrzęsła się ze złości. Co oni mogli wiedzieć? Jakim prawem?! Nie byli tam. Nie widzieli! Spojrzała na ostatnią z gazet. „Hermione Granger kobietą dla Draco Malfoya?” Zakrztusiła się chwytając pismo. „Bal Noworoczny w Ministerstwie Magicznej Sprawiedliwości rozpoczął się skandalem. Hermiona Granger jedna z najlepszych kobiet-adwokatów broniąca takich sławy jak sam mistrz różdżki Ollivander została przyłapana z dziedzicem fortuny Malfoyów w dość dwuznacznej sytuacji. Czyżby w oddali biły dzwony weselne? Czy Hermione Jane Granger była gryfonka mugolskiego pochodzenia jest dobra partią dla panicza czystej krwi z nazwiskiem?” Rita Skeeter. Spojrzała na okładkę pisma. „Magiczna dama” Krzyk Hermiony rozniósł się po całej adwokackiej koordynacji.
Blondyn szedł korytarzem pogwizdując wesoło. Miał cholernie dobry humor. I nikt… przynajmniej tak mu się wydawało nie może mu go dziś popsuć. Zatrzymał się przed drzwiami swojego gabinetu. Wyciągnął różdżkę. Usłyszał chichot dobiegający zza jego pleców. Obrócił się nie tracąc stoickiego spokoju. Ujrzał dwie praktykantki, uśmiechały się do niego dzierżąc w wypielęgnowanych dłoniach pisemko.
- Pan Draco Malfoy? – Szepnęła blondynka uśmiechając się do niego słodko
- Tak. Mogę w czymś pomóc? – Syknął zimno uśmiechając się mimowolnie
- Może podpisać pan to pismo? Na tej stronie – Draco prychnął, co trochę zraziło studentki, lecz wreszcie chwycił gazetę a w jego dłoni pojawiło się magiczne pióro.
- Gdzie? – Prychnął
- Tutaj. - „Hermione Granger kobietą dla Draco Malfoya?”.
Potter dysząc ciężko wpadł do własnego mieszkania o mało, co nie tracąc prezentu, dla Hermiony który zdobył z takim trudem i co najważniejsze narażeniem życia, co oczywiście było przesadą, ale cóż… popatrzcie na świat oczami faceta, który nigdy nie był z kimś na poważnie a do jego podbojów miłosnych zalicza się jeden rok spędzony z młodą Weasley. Potknął się o Krzywołapa drzemiącego pod wejściowymi drzwiami padając jak długi. Kot prychnął urażony poczym zamachnął się artystycznie rozcinając mężczyźnie policzek. Potter pokazał zwierzęciu między narodowy obraźliwy gest. Kiedy już się pozbierał wślizgnął się do łazienki uprzednio zostawiając prezent na komodzie w przed pokoju. Spojrzał w lustro, wyciągnął z szafki eliksir, którego Hermiona używała do leczenia zadrapań. Rozsmarował niewielką ilość na policzku. Poczym odetchnął głęboko z wyraźna ulgą. Najważniejsze, że spotkanie z tą mopsowatą wampirzyca miał już za sobą.
Panna Granger otworzyła drzwi. Wpadła na kogoś wyraźnie większego i jeszcze bardziej wzburzonego niż ona. Zachwiała się i poleciała do tyłu upadając na siedzenie. Zaklęła szpetnie unosząc głowę do góry.
- Co to ma być?! – Malfoy postanowił przyjąć pozę obronno-a nie mówiłem rzucając w kobietę pisemkiem. Zmierzyli się spojrzeniami. Niebo przecięła błyskawica.
„Chyba zanosi się na burze” stwierdził Harry wchodząc do kuchni.
„Cholera mam nadzieje, że się nie rozpada zanim nie dotre do domu...” Pansy przezornie rozłożyła parasol.


komentarze [11]

Z pod mojego pióra wyszło: Malfoy vs. Malfoy - część druga.
Dnia: niedziela, 18 listopada 2007
O godzinie: 18:37:41
Malfoy vs. Malfoy to ogólny tytuł całego opowiadania, nowy tytuł wprowadzę dopiero po części czwartej. Pozdrawiam wszystkich czytelników. Adieu.


Znużone spojrzenie kobiety powędrowało w stronę babeczki leżącej na jej talerzyku. Harry spóźniał się już dobre pięć minut a przecież miała porozmawiać z nim o procesie. Czas naglił, więc z braku lepszego zajęcia zajęła się przepisywaniem jej własnych notatek z bieżących spraw. Robiła je na bieżąco i szybko, przez co każda litera wydawała się być większa od drugiej a pergamin poplamił się atramentem. Westchnęła upijając łyk zimnej gorzkiej kawy. Wzdrygnęła się opatulając szczelniej eleganckim czarnym żakietem, po kilku minutach już całkiem pochłonięta swoim własnym światem nie zauważyła jak jeden z mężczyzn stojących nieopodal przygląda się jej z zaciekawieniem.
- I wtedy… Draco? – Blondyn nie zareagował wpatrując się jeszcze uporczywiej w byłą gryfonkę siedzącą przy stoliku obok kominka. – Draco? Czyżby Granger odkryła przed tobą tajemnice poliszynela? – Wzdrygnął się czując zabawne ciepło i ucisk w żołądku.
- Nie twoja sprawa Zabini. – Uciął dobitnie, przez co Zabini zasygnalizował, aby nie poruszać drażliwego tematu Granger. – Mógłbyś spłynąć. Mam coś do załatwienia a za chwilę muszę wracać do biura.
- Jasne. Zobaczymy się jutro? – Malfoy tupnął niecierpliwie nogą.
- W porządku o ósmej w „Pijanym krasnoludzie”. – Blondyn zniknął za zakrętem. Zabini przyjrzał się gryfonce. Poprawił krawat. Czemu nie? W końcu szlama to w pewnym sensie też kobieta. Na dodatek całkiem niezła. Ruszył w jej stronę żwawym krokiem uśmiechając się bezczelnie. Nagle przystanął widząc Pottera nadciągającego z lewej strony. Granger uniosła głowę, uśmiechnęła się promiennie machając do niego dyskretnie. Po chwili siedzieli już przy stoliku prowadząc ożywioną rozmowę. Zaklął pod nosem zgniatając wzrokiem studentkę przechodzącą obok niego. Pisnęła cicho przyśpieszając kroku. „ Jeszcze nie teraz Granger. Ale później na pewno będziemy mogli się bliżej poznać… znacznie bliżej…”.
- Jak to odroczono?! – Poirytowanie Hermiony sięgnęło zenitu, siedziała właśnie zaczytana w oświadczeniu wydanym przez sąd czerwieniąc się elegancko.
- Cóż Herm. Czasem tak bywa. Słyszałem, że mają wrócić do tej sprawy jesienią, kiedy media ucichną.– Westchnął, Harry zaglądając do pustego kubka, w którym do niedawna znajdowała się gorąca cynamonowa herbata.
- Ale oni nie mogą… znaczy mogą…, ale… ale… ale…
- Nie możesz zbawić całego świata Herm. Percy został potraktowany jak zbrodniarz. I ani, ja ani tym bardziej ty nie możemy mu w niczym pomóc. – Szepnął ponuro.
- Na to są paragrafy Harry! Nie można tak tego zostawić. Wystarczy już, że Ginny wyjechała do Kanady, Molly została umieszczona w Mungu na oddziale przypadków beznadziejnych leczeniu chorób psychicznych, Ron nie żyje a Artur rozpił się doszczętnie. – Syknęła zniżając głos o kilka tonów unikając zaciekawionych spojrzeń.
- Przestań! – Harry walnął pięścią w stolik. Spuściła głowę.
- Musze już iść. I pamiętaj… ja tego tak nie zostawię. Percy musi zostać oczyszczony z zarzutów. Dla Molly i Artura stał się ostatnia deską ratunku. – Wstała chwytając za teczkę i papiery. – Porozmawiamy w domu. – Rzuciła na odrodne. Podeszła do kominka. Wyjęła garść proszku.
- Sprawa państwa Dolverhearty, sala numer 300 sektor 10D Hermiona Granger adwokat. – Zielony płomień buchnął a drobna postać Gryfonki zginęła w płomieniach zostawiając po sobie echo wypowiadanych wcześniej słów.
Draco Malfoy wysłuchiwał właśnie żali swojego klienta wodząc znudzonym wzorkiem po Sali sądowej. Ten facet wydawał mu się cholernie żenujący i irytujący, i jedynym warunkiem, dla którego zgodził się zostać jego przedstawicielem był fakt oglądania Granger podczas cztero godzinnej rozprawy. Uśmiechnął się wręcz złośliwie. „Słodka naiwna Granger… chyba robię się sentymentalny”. Ciche pstryknięcie i dym wydobywający się z kominka przykuł jego uwagę. Ze środka wygramoliła się brązowa głowa by za chwilę ukazać się w całej okazałości. Wyprostował się obserwując jak nerwowo strzepuje pył z ramion, brzucha i ud. Ich spojrzenia skrzyżowały się niechcący. Hermiona pierwsza spuściła wzrok udając, że nic się nie stało. Jej klientka już czekała siedząc przy jej biurku.
- Witam panno Granger – Hermiona ignorując Malfoya podeszła do jasnowłosej kobiety wymuszając na sobie profesjonalny uśmieszek. „A niech to goły Merlin kopnie…” pomyślała optymistycznie siadając obok niej. Zwróciła wzrok w stronę Dolverhearty, kobieta ta była wyjątkowo dziwną osobą. O nieprzeciętnym wyglądzie i kwiecistej wręcz mowie.
- Dzień dobry. – Wyjęła z teczki akta i pióro.
- Cieszę się, że się pani nie spóźniła. –Marta Dolverhearty uśmiechnęła się wyrachowanie. Miała szczupłe dłonie i wystające kości policzkowe, mały nos i jasną, wręcz kredową cerę, czerwone usta, które stanowiły jedyny kontrast na jej trupiej twarzy, długie czarne rzęsy, które mogłaby dać słowo podreperowała trwałym zaklęciem wydłużającym, niebiesko-szare oczy przeszywały ją na wylot a gęste blond loki opadały na czoło częściowo zakrywając chudą szyję. Hermiona wzdrygnęła się odruchowo porównując ją do Narcyzy Malfoy. Narcyza… mimowolnie odwróciła głowę wbijając wzrok w Malfoya. Wyczuł łapiąc ją w pośpiechu. Posłał jej pytające spojrzenie… Odwróciła wzrok. Drzwi prowadzące do Sali otworzyły się skrzypiąc niemiłosiernie. Do środka wkroczyła niska pomarszczona kobieta w szacie z ministerstwa.
- Witam państwa. Na prośbę panny Granger postanowiłam zacząć rozprawę godzinę wcześniej. – Zaczęła gramoląc się na fotel ze znacznym podwyższeniem. Kiedy już mogła spojrzeć na nich z góry z nieukrywaną satysfakcją stuknął młotkiem.– Niniejszym otwieram rozprawę rozwodową państwa Dolverhearty. – Odetchnęła głęboko obserwując jak Granger grzebie w torbie w poszukiwaniu swoich notatek a Malfoy obraca w palcach sygnet z białego złota.
- A więc zacznijmy. Wzywam panią Martę Dolverhearty. – Hermiona już skupiona wyprostowała się jak struna obserwując jak jej klientka staje na wyznaczonym miejscu i podpisuje się magicznym piórem pod deklaracją danych osobowych.
- Dobrze, więc. Proszę mi powiedzieć jak układało się państwa życie zanim zdecydowaliście się wkroczyć na drogę sądową?
- Och wszystko było by w porządku gdyby nie kochanka tego gbura.
- Słownictwo proszę pani.
- Krowa – Warknął mężczyzna czerwieniąc się jak burak. Draco zachichotał pod nosem.
- Panno Granger proszę upomnieć swoją klientkę, co do stosowania odpowiedniego języka na Sali sądowej.
- Panie Malfoy proszę zająć się swoim klientem. – Warknęła Hermiona.
- Cisza! – Alice Flexy uniosła głos uciszając zebranych. – Proszę kontynuować. Prosiłabym także powściągnąć język. – Blondynka zabijająca dotychczas spojrzeniem swojego „jeszcze” męża kiwnęła głową. – A więc słucham.
- Aundre zaczął mnie zdradzać zaraz po tym jak urodziła się nasza druga córka.
- Nie prawda. Proszę sądu ta wariatka kłamię…
- Panie Malfoy. – Hermiona wstała
- Ty stary gruby knurze zmarnowałam przez ciebie najlepsze lata mojego życia
- Stara krowa. Gdybym nie ja zdechłabyś w tej swojej zapadłej dziurze.
- Palant!
- Kretynka!
- Spokój! – Żadna ze stron nie zareagowała. Hermiona ukryła twarz w dłoniach próbując ukryć zażenowanie całą sytuacją. Natomiast Malfoy świetnie się bawił przyglądając dwójce walczących zażarcie ludzi. Hermiona podniosła się z miejsca podchodząc do sędziny.
- Prosiłabym o kilka minut przerwy. Chciałabym także porozmawiać z panem…
- W porządku. – Przerwała jej kobieta wyciągając różdżkę. Niebieskie iskry zawirowały w powietrzu unieruchamiając państwa Dolverhearty. Cisza, jaka zapadła na Sali zdawała się być niemniej krępująca.
- Panie Malfoy, pozwoli pan za mną.
- Ależ oczywiście. – Weszli do pomieszczenia obok Sali. Hermiona westchnęła cicho siadając przy długim stole. Rozejrzała się dokoła. Otaczały ich siedemnastowieczne księgi Prawa Magicznego. Na tej bibliotece opierał się cały magiczny świat. Westchnęła wdychając zapach starych stronic, który wyraźnie dało się wyczuć w powietrzu. Odrobinę uspokojona spojrzała na blondyna.
- Panie Malfoy. W sprawie ugody… postanowiłam skrócić termin pańskiej decyzji do teraz. Nie mam siły oglądać więcej tej maskarady – Syknęła. A przecież nie chciała zabrzmieć jadowicie z rządzą mordu tylko łagodnie i miło.
- Pod jednym warunkiem Granger. Porzućmy te głupawe grzeczności. Dobrze wiem, z resztą nie potrafisz tego ukryć, że masz ochotę rzucić mi się do gardła, ale nie pozwala ci na to duma i wyrachowanie.
- Nie jestem wyrachowana. Za to ty jesteś bezczelny. Śmiesz stawiać mi warunki? – Walnęła pięścią w stół pochylając się nad nim.
Niespodziewanie znalazł się tuż za nią, chwycił ją w pasie nachylając się nad nią. Poczuła jego ciepły oddech na karku. Wzdrygnęła się czując jak przestaje nad sobą panować.
- Jedno twoje słowo a skrócę te męki. – Szepnął zimno kładąc rękę na jej udzie.
- P…przestań – Syknęła próbując się wyrwać.
- No? Przecież wiem, że tego chcesz? – Obróciła się gwałtownie uderzając go otwarta dłonią w twarz.
- Powiedziałam nie.



komentarze [11]

Z pod mojego pióra wyszło: Malfoy vs. Malfoy - część pierwsza.
Dnia: sobota, 3 listopada 2007
O godzinie: 17:26:13
Uniosła głowę starając się nie przewrócić trzech kubków ustawionych w rządku przed nią tak bardzo przypominających jej o nieprzespanej nocy. Zirytowała się już od pierwszych minut zaraz po niechybnym przebudzeniu z niezbyt wygodnej i komfortowej drzemki na kuchennym blacie. Po masowała zaczerwieniony policzek. Uniosła głowę wpatrując się w tarcze zegara wiszącego naprzeciw niej. Zamarła by po chwili rzucić się w stronę drzwi prowadzących do jej sypialni.
Draco Malfoy przewrócił beznamiętnie jeden ze stosów śnieżnobiałych papierów ustawionych na jego służbowym biurku. Sięgnął od niechcenia po filiżankę z emblematem Madame DeBolwer zaglądając do środka. Westchnął starając się nie zirytować. Spojrzał na zegarek. Granger spóźniała się już dziesięć minut, cóż w końcu jest kobietą… tak przynajmniej mu się wydaje. Uśmiechnął się mimowolnie by za chwilę spoważnieć, rozluźnił krawat, wyciągnął z pod biurka akta aktualnej sprawy. Przerzucił kilka stron, westchnął. Sprawa jak każda inna, można by rzec, że miał ją w kieszeni, pełen minimalizm. Prowadził wiele spraw, o morderstwa, sprawy rozwodowe, nielegalne przemyty smoków z Rumunii do Londynu, walki sklątek tylnowybuchowych i chipogryfów, kradzieże, włamania, nielegalna uprawa zakazanych ziół z punktu 180 paragrafu 149c „ O roślinach stosowanych” i ta malutka sprawa rozwodowa tocząca się już od wielu lat była dla niego czymś zupełnie nieistotnym. Ale Granger to Granger. Zażądała ugody, więc niech jej będzie, ale znając życie na pewno nawrzeszczy na niego poczym wyjdzie trzaskając drzwiami powtarzając uparcie, że nie chcę słyszeć o chodzeniu na skróty. Ku jego zaskoczeniu drzwi otworzyły się na oścież i stanęła w nich Granger w rozpiętym płaszczu i miną rządną mordu i krwawej jadki. „Interesujące.” Skinął głową przyjmując odpowiednia pozę.
- Przepraszam za spóźnienie panie… - „Ugryź się w …” obrzuciła go bacznym wzrokiem – Malfoy – Postarała się o „szczery” uśmiech. Zdjęła płaszcz.
- Proszę usiąść panno Granger – Granger każdą sekundą miała coraz większą ochotę trzasnąć go w ten zawszony pysk i zetrzeć mu z ust ten przeklęty zimny, obłudny uśmieszek. Usiadła. Wyjęła swoje kata oraz kilka innych pergaminów zapisanych pochyłym starannym pismem zapieczętowanych przez sędziego.
- Mam dla pana kopię wyroku z przed czterech miesięcy, oraz aktualny wniosek o apelację złożony przez pana Dolverhearty, i oczywiście opinie biegłych na temat stanu psychicznego mojej klientki.. – Wziął od niej papiery. – Myślę, że kiedy spojrzymy na sprawę z punktu widzenia obu stron ustalimy, że dzieci zostaną z panią Dolverhearty a każde wakacje i weekendy spędzać będą z ojcem. Moja klientka ma także prawo o ubieganie się o podwyższenie alimentów. To wszystko z mojej strony. Zostawiam to do rozpatrzenia panu i pana klientowi. – Zakończyła na wydechu. Mężczyzna odłożył plik kartek opierając się o biurko. Westchnęła ciężko. – Skoro już przedstawiłam panu moją koncepcję czas abym się oddaliła.
- Panno Granger…, jeśli przekonałbym mojego klienta do ugody to czy… Umówisz się ze mną Granger wydajesz się być jeszcze bardziej interesująca i zabawna niż przedtem – Wykrzywił usta w złośliwym uśmieszku obserwując jak na policzkach Hermiony pojawia się szkarłatny rumieniec. Walnęła drobną piąstką w stół przewracając niechcący stojak z księgą „Magicznego Prawa Stosowanego”. Próbowała policzyć do, dziesięciu ale gubiła się przy czwórce. „ Niech cię szlag Malfoy”
- Posłuchaj Malfoy. Uważnie, bo więcej tego nie powtórzę – Oparła się o biurko obserwując rozbawionego do granic możliwości blondyna – Starałam się. Naprawdę starałam się być miła, uprzejma i ciągnąc ta farsę na neutralnym zawodowym gruncie. Ale widzę, że skutecznie chcesz mi to utrudnić. Szkoda, zapowiadało się tak miło. – Chwyciła płaszcz i teczkę. – A co do ugody… Czekam na odpowiedź do piątego listopada. Do widzenia panie Malfoy – Trzasnęła drzwiami. Jeszcze przez chwilę słyszał jej kroki niosące się echem za sprawą drewnianej posadzki. „ Też coś” uśmiechnął się drapieżnie. Blondyneczka, która od niecałego roku była jego sekretarką pojawiła się tuż obok niego z plikiem śnieżnobiałych kartek w dłoni.
- Panie Malfoy chciałam poinformować pana, że za pięć minut musi stawić się pan w sądzie, w rejonie 1098 sektorze 8D dotyczącego „Łamania Prawa Merlina” kolejna sprawa o nielegalne użycie zaklęć niewybaczalnych oto akta i kilka podstawowych informacji o pana kliencie. Sprawa z urzędu radziłabym się pospieszyć. – Kiwnął głową. To będzie ciężki dzień…



komentarze [9]

Z pod mojego pióra wyszło: Prolog.
Dnia: niedziela, 23 września 2007
O godzinie: 16:54:59
Jak widziecie wróciłam. ostanowiłam nie kontynuować poprzedniego opowiadania. Kiedy Malfoy i Granger...


Malfoy Manor…


Kiedyś jeden z najbardziej okazałych czarodziejskich dworów w całej Anglii. Cudowny ogród otaczający posiadłość, róże, dalie, frezje, lilie ukochane kwiaty pani domu. Jej dzieci, snujące pieśń o wielkim pięknym świecie ukrytym za chmurami, delikatne, bezbronne. Teraz? Ponure zamczysko liczące sobie kilkaset lat, otoczone zaniedbanym, zapuszczonym do niekiedy wspaniałym ogrodem Narcyzy Malfoy…
Ogarnęła włosy z alabastrowego czoła, otworzyła niechętnie puste niebieskie oczy, pielęgniarka spojrzała na nią z nieskrywaną odrazą i strachem.
- Przyniosłam tabletki. Mam nadzieje, że dzisiaj obędziemy się bez większych ekscesów prawda? – Kiwnęła niechętnie głową, kobieta w białym kitlu uśmiechnęła się nieco złośliwie- Teraz wyjdę. Kiedy wrócę tych – Tu wskazała na cztery pigułki leżące na srebrnej tacy – tabletek ma tu nie być. Rozumie mnie pani? - Kiwnięcie głową. Kiedy drzwi zamknęły się za kobietą, taca wylądowała na podłodze. Pastylki ukryły się pod starym zakurzonym stolikiem w rogu salki. Położyła dłonie na kolanach. Zamknęła oczy. Snujące pieśń o wielkim pięknym świecie ukrytym za chmurami… Może on tam jest? Na pewno… Do snu tuli go monotonna pieśń wiatru, tam jest mu zdecydowanie dobrze… nawet nie odwiedziła jego grobu… czy ktoś jeszcze o nim pamięta? Pamięta, że jej syn oddał życie za szlame…


„Może, gdybyś był kimś innym, niż jesteś
Jak srebrzysty pył uniósł się na wietrze
Może, gdybyś był motylem w mej dłoni, •
Chociaż jeden dzień, chociaż jedną noc
Może, gdybyś był słowem w moich ustach
Kołysanką, gdy kładę się do łóżka
Mógłbyś nawet zobaczyć każdy z moich snów
Ile dla mnie znaczysz, więc zasypiam już.”

Łzy – Gdybyś Był.


Otworzyła oczy siadając, oddychała gwałtownie i nie równo, zacisnęła dłonie na delikatnej miękkiej kołdrze. Jego oczy, włosy, dłonie… znów to samo. Ten sam sen, przez wiele tygodni jak zepsuta płyta. Wysunęła się z łóżka próbując uspokoić swoje ciało. Mrok panujący w pokoju pozwalał się jej zagubić, strącić do piekła, spaść z krawędzi, na którą zawędrowała, usłyszeć szepty zmysłów błąkających się w jej ciele, każdy dotyk sprawiał ból, psychiczny ból. Bała się ludzi, bała się ich spojrzeń… Natarczywych, nieodgadnionych, znudzonych. Jej sens życia odszedł wraz z rudowłosym przyjacielem, który spoczywał teraz tam gdzie panuje wieczna cisza. Zazdrościła mu, zazdrościła mu tego cholernego spokoju, który ma teraz tam na górze, tego, że wiatr i anioły nucą mu do snu kojącą pieśń, podczas gdy ona przeżywa tortury chodźmy myśląc o odrobinie snu. Podeszła do okna rozsuwając bordowe zasłony. Spojrzała nieprzytomnie na zegarek wiszący na ścianie. „ Dobry Merlinie, 5?” Jej twarz wyrażała czyste niczym niezmącone poirytowanie tak szkaradna porą. Gdyby wiedziała, że nie tylko ona cierpi na bezsenność… W niewielkim mieszkaniu na przedmieściach Londynu, położonym w niezbyt ciekawej okolicy pełnej złodziei i pijaczków blond włosy chłopak prychając z irytacją wpatrywał się w resztki swojego domniemanego budzika spoczywające na podłodze obok niego.
- Cholera jasna – Syknął szukając różdżki, egipskie ciemności panujące w pomieszczeniu skutecznie utrudniły poszukiwania wprawiając chłopaka w jeszcze większa irytację i złość. Drzwi uchyliły się delikatnie, czarna głowa zajrzała ostrożnie do środka gotując się do nagłej ucieczki.
- Czego chcesz kobieto? – Warknął wzdychając ciężko.
- Toooo… – Buzia niewiasty rozdarła się nie elegancko – Ja powinnam zapytać cię o to pierwsza. Dlaczego do jasnej nieskończonej zawsze o tej samej porze z rana ty musisz tłuc się, przeklinać i prychać zamiast spać owinięty kołderką – Pansy wyraziła swoje obiekcje na temat zachowania Dracona przeciągając się rozkosznie. – Dobrze… nie odpowiadaj. Na przyszłość rzuć na ten pokój zaklęcie dźwięko szczelne. Ja w przeciwieństwie do ciebie mam zamiar się WYSPAĆ. – Warknęła poprawiając włosy. Poduszka Malfoya juniora wylądowała na ścianie obok dziewczyny.
- Oj, oj nie ładnie – Pokiwała szczupłym palcem uśmiechając się zjadliwie.
- Miałaś iść się wyspać. – Syknął
- Wątpię czy jeszcze zasnę… może pogadamy… na przykład o poprawkach w prawie Merlina dotyczących mężczyzn czystej krwi, a konkretnie ich ożenku. – Chłopak zmrużył oczy.
- Nie dziękuje postoje – Mruknął opadając na miękką poduszkę.
- Znalazłeś już odpowiednią kandydatkę… wśród czarownic mugolskiego pochodzenia? – Zamrugała zalotnie. – Masz, w czym wybierać – Zaśmiała się donośnie.
- Zajmij się sobą i swoją koleżanką… jak jej tam… Jeanette? – Spochmurniała. – A może już zakończyłyście swój krótkotrwały związek?
- Nie interesuj się. – Uciekła ostro – Skoro nie chcesz gadać lepiej żebym już wyszła i wróciła do łóżka. Adieu Malfoy.
- Nara Parkinson – Wyszła, zanurkował pod kołdrę układając się wygodnie, zaśnie? Nie zaśnie? A cholera wie…
Siedziała w kuchni, sącząc kolejny kubek kawy tego ranka. Włosy opadały jej na twarz zasłaniając oczy, usta i policzki, Spojrzała niemrawo na zegarek stojący tuż przed nią, 6:30. Upiła kolejny łyk, jak tak dalej pójdzie to ona się wykończy a długi jej ojca pozostaną bez spadkobiercy, może to i lepiej? Zaśmiała się gorzko chowając twarz w dłoniach. Przeczesała palcami gęste niesforne loki opadające w różne strony. Skąd niby do cholery miała wziąć te dziesięć kawałków? „ Nie obchodzi mnie czy spłacisz to puszczając się czy pracując jako sprzątaczka masz je mieć o tej samej porze za miesiąc dokładnie pierwszego września inaczej pożałujesz, że się urodziłaś…”. Zacisnęła zęby prostując się nienaturalnie, puszczając się? Też coś. Westchnęła sięgając po wczorajszego „ Proroka Codziennego”. Ku jej irytacji artykuł o mieszanych małżeństwach nadal znajdował się na pierwszej stronie i w stu procentach nie był jej wymysłem. No cóż życie czasem płata nam figle, szczególnie, kiedy leżymy i nie mamy sił żyć, ale przecież nie kopie się leżącego? I co z tego. W drzwiach stanął zaspany Potter drapiąc się po głowie czochrając tym samym sterczące na wszystkie strony czarne jak smoła włosy.
- Słyszałem jak wstałaś. Cos się stało? Źle się czujesz? – Ziewnął potężnie wzdychając ciężko. Opadł na krzesło obok dziewczyny rozcierając zaspane oczy.
- Wszystko w porządku po prostu… ostatnio nie sypiam najlepiej…
- To ostatnio trwa już jakieś pięć miesięcy. Herm wyglądasz jak śmierć na chorągwi. Weź jakieś pigułki i walnij się do łóżeczka. – Mruknął opierając głowę na ramieniu.
- Nie rozmawiajmy o mnie. Wracaj lepiej do łóżka jutro musimy stawić się w Magicznym Rejestrze Prawa. Ja mam sprawę o złamanie zasad magicznego kodeksu a ty musisz zeznawać. – Szepnęła zaglądając do pustego kubka.
- Stres? – Uśmiechnął się niemrawo – Nie rozumiem. – Kontynuował – Boisz się tego, czego jesteś więcej niż pewna. To tylko głupia nic nie warta sprawa. Na pewno wygrasz.
- Z Malfoyem!! Malfoyem tym nadętym kretynem jeszcze nikt nie wygrał. Mam go dość!! Śni mi się po nocach. Głupi, ulizany palant…
- I tu cię boli. – Hermiona przeszyła go morderczym wzrokiem. – Ty nie boisz się o sprawę tylko o to, co Malfoy pomyśli sobie o tobie Herm. Odkąd pomógł ci podczas ostatniej bitwy ciągle się zadręczasz. Jego matka wylądowała w Mungu i nadal myśli, że to jej syn zasłonił cię, kiedy Bellatrix rzuciła urok. Gdyby wiedziała, że Malfoy żyje…
- Nie prawda! Wcale się nie zadręczam… - Skrzyżowała ręce starając się nie patrzeć na ubawionego Pottera.
- Ależ prawda. Oczywista. Wręcz nieprzenikniona Mione.
- Kiedy tak gadasz rodzisz we mnie mordercze instynkty wiesz? – Warknęła wstając.
- To chyba oczywiste. Wiesz nawet na swój sposób jesteście do siebie podobni…
- Co? – Uniosła brwi mrużąc zabawnie oczy.
- Ty i Malfoy. Boicie się prawdy. – Prychnęła poirytowana. Zaśmiał się serdecznie.
- Skoro nie chcesz rozmawiać to… pozwól, że się oddalę. Pogadamy rano. I radzę ci… idź się połóż. Wyglądasz na wyczerpaną.



komentarze [11]

Z pod mojego pióra wyszło: Bycie Gryfonem przestaje być ekscytujące.
Dnia: poniedziałek, 6 sierpnia 2007
O godzinie: 14:02:43
Zdecydowanie robię sobie wolne. Być może do końca wakacji. Nie porzucam tego bloga, za bardzo go kocham. Przywiązałam się do was drodzy czytelnicy i do Hermiony, którą stworzyłam. Bycie Gryfonem przestaje być ekscytujące, przynajmniej według mnie, zostawiam wam kilka adresów wartych przejrzenia.
GINNY-WEASLEY.MYLOG.PL- Moja Ginny Weasley.
NARCISSA-MALFOY.MYLOG.PL- Opowiadanie Anny. Jedyne w swoim rodzaju.
LA-MALFOYA.MYLOG.PL- reaktywacja historii Anne i Michaela. Zaczynam od zera z nową wersją opowiadania i szablonem.
HERMIONE-SEVERUS.MYLOG.PL- Doroła Hermiona w roli nauczycielki i przyszłej żony Rona Weasleya. Czy ślub sie odbędzie? .


To by było na, tyle jeśli chodzi o reklamę. Znając mnie napisze nową notkę za dwa lub trzy tygodnie. Pozostaje w zawieszeniu., Pozdrawiam was wszystkich i dziękuje za wszystkie komentarze.


Chcecie znać zakończenie tego opowiadania? Dla domyślnych wystarczy tylko kilka zdań.


Draco… Draco Malfoy, złote litery, marmurowa płyta, mnóstwo dali i jedna czerwona róża… od niej… a teraz…Teraz jest już tu daleko od niego… to była ich ostatnia randka. A miało być tak pięknie… Siedziała w ich ulubionej kawiarni, przy ich ulubionym stoliku. Piła mocną czarną kawę. W dłoniach obracała złoty pierścionek z wygrawerowanym imieniem chłopaka. Przed chwilą pogrzebała swoją duszę… Hermiony Granger nie żyje… W progu stanął Blaise, pomachała do niego nieśmiało. Podszedł do niej.
- Witam panno Granger – Usiadł naprzeciwko niej. Nie odwzajemniła uśmiechu. Spojrzał na jej dłonie zaciskające się kurczowo na pierścieniu.
- Chce żebyś to zabrał – Podsunęła mu czarny woreczek, z sygnetem w środku.
- Wiesz, że on by tego nie chciał. Wbrew temu, co myślisz on cię kochał. – Szepnął przysuwając się do Hermiony. – Gdybyś go nie kochała nie wychodziłabyś za mąż za jego sobowtóra. - Podsunął
- Draco nie żyję! – Krzyknęła, – Dlatego chcę wyrzucić go ze swojego życia. Nie chcę ranić i być ranioną rozumiesz? To koniec. Koniec wszystkiego. Wszystko zawaliło się wtedy, kiedy umarł na moich oczach.– Syknęła. – Ja chcę… żyć… żyć własnym życiem. Żyć tam gdzie nie ma jego. Gdzie przestanę się wreszcie dusić, gdzie zapomnę… – Szepnęła beznamiętnie
- Zachowujesz się jak egoistka. – Warknął – Wiesz, dlaczego Malfoy zginął? Bo poszedł z nami. Z tobą, Sereną, Potterem i mną. A twój przyszły mąż – Skrzywił się z niesmakiem – Zamordował Weasley’a kilka miesięcy temu w Norze a wtedy w Hogwarcie dał nam popis niezwykłej szlachetności dobijając, Pansy, która leżąc sobie spokojnie na trawie przy jeziorze i wykrwawiała się na naszych oczach…, Dlaczego?! Bo zawiodła!! - Potrząsnął nią – Obudź się dziewczyno zanim będzie za późno i nie licz na moje błogosławieństwo. Weszłaś do gniazda żmij. Jeśli sama nie zginiesz to wykończy cię jego matka. Nathan nie jest aniołem. Może przypomina go z wyglądu, i kiedy na czymś mu zależy potrafi być miły, ale jak już zaczynasz mu ciążyć dostajesz potężnego kopa na do widzenia. – Zakończył wypuszczając powietrze. Zagryzła wargi, na policzkach pojawiły się pojedynce łzy.
- Dla niego Herm jesteś tylko… zwykłą szlamą pod przykrywką młodej seksownej kobiety. On żeni się tylko z twoim ciałem, nie tym, co masz w środku. Kiedy tylko powiesz tak jego matka wręczy ci nowe życie, nowy rodowód, papiery, tylko imię pozostanie to samo -Próbował uśmiechnąć się łagodnie. Wytarła oczy.
- To mój świadomy wybór Zabini – Wymamrotała – To koniec. Koniec wszystkiego. Ta wojna zabiła wszystkie bliskie mi osoby. A ja zabiłam dawną Hermionę. – Wstała zapinając płaszcz. Owinęła szyję czerwono złotym szalikiem. – Do widzenia Blaise… - Wyszła. Wtedy widział ją ostatni raz. Walnął pięścią w stolik powodując upadek filiżanki na ziemię. Kelnerka uśmiechnęła się krzywo, chłopak machnął różdżką naprawiając szkodę. Wstał, zostawił napiwek i wyszedł. Wtedy widział ją ostatni raz…
Dwa lata później czytając „Proroka Codziennego” natknął się na zdjęcie sztucznie uśmiechniętej dość młodej kobiety z dzieckiem na ręku…
Radosne wieści roznoszą się szybko. Jedna z najświeższych informacji dostarczonych nam dosłownie kilka minut przed drukiem nowego wydania „Proroka Codziennego”. Jedna z najsłynniejszych magicznych par tego stulecia w postaci jedynego dziedzica fortuny Malfoyów Nathaniela Cygnusa Malfoya oraz jego młodszej o trzy lata małżonki Hermiony Lesque Malfoy wydała na świat nową nadzieję prastarej rodziny Malfoyów. Chłopiec i jego matka mają się dobrze….
Z wrażenia opluł się kawą rozlewając całą jej zawartość na podłogę, spodnie i koszulę. Zaklął siarczyście. Ogromny biały puchacz usiadł na jego parapecie stykając w szybę. Otworzył okno. Nie krzepiąc się wpuszczeniem ptaka do środka odebrał list zatrzaskując okiennice. Usiadł na kanapie całkowicie pochłonięty małą białą kopertą.
Nie potrafię zapomnieć Blaise. Z gazet pewnie już dowiedziałeś się, że urodziłam Nathanowi syna. Dlaczego do ciebie pisze? Bo straciłam przyjaciół i ich zaufanie. Chcę żebyś wiedział, że nazwę go na cześć mężczyzny, którego kochałam, kocham i kochać będę do końca życia nawet, jeśli już nie ma go w śród nas….
Hermiona Granger Malfoy




komentarze [15]

Z pod mojego pióra wyszło: But It's Better If You Do
Dnia: poniedziałek, 2 lipica 2007
O godzinie: 12:32:50
Witam. Oto kolejna część opowiadania. Chciałam wam tekże sprezentować bloga pewnej dziewczynki która podpiepszyła mi avatar.

Kamila12.Mylog.Pl




Powrót do przeszłości.
Siedziała tam, wpatrzona beznamiętnie w sufit, włosy opadały jej na ramiona i plecy. Serena szeptała jej do ucha coraz to wymyślniejsze żarty i plotki, które zdążyła zebrać w tak krótkim czasie, jakim jest dojazd dorożką do Hogwartu. Nagle obróciła głowę, wyłowiła jego pełen dezaprobaty wzrok. Zabini pomachał do niej, uśmiechnęła się do niego. Serena potrząsnęła jej dłonią. Wymieniły kilka zdań. Tak bardzo chciał wyczytać słowa z ruchu jej warg. „Powinnam się położyć, zobaczymy się…później” i kto mówił, że Draco Malfoy nie jest geniuszem. Wstał.
- Hej smoku gdzie się wybierasz? – Balise przeniósł wzrok na kumpla
- Idę się.. Hm…położyć – Nie czekając na reakcje Zabiniego odszedł od stołu. Przemknął się niezauważony przez resztę wielkiej Sali i umknął za chimerą tuż przy wyjściu. Wyłowił ja wzrokiem z tłumu, który zbierał się przy tablicy z ogłoszeniami. Jakiś dzieciak robił zdjęcia. Przyśpieszył kroku żeby jej nie zgubić. Poczuł, że ktoś ciągnie go za rękaw.
- Czego? – Warknął patrząc w dół
- Pan Malfoy? – Jakaś niepozorna blondyneczka ze Slytherinu i ten cały Colin ze swoim aparatem.
- Czego chcecie?
- Czy… Zechciałby pan może udzielić wywiadu dla szkolnej gazetki jako jeden z najlepszych szukających w szkole? – Niebieskie oczy błysnęły, wykrzywił usta w ironicznym uśmieszku
- Później skarbie – Dziewczynka najwidoczniej nie chciała dać za wygraną, ponieważ uwiesiła się jego rękawa
- Chociaż zdjęcie? – Zanim chłopak wydobył z siebie słowo błysnął flesz oślepiając go częściowo. Wyrwał jej się, pomachała mu uśmiechając się słodko. Spojrzał w kierunku gdzie jeszcze przed chwileczką stałą Gryfonka. Zaczął biec mijając uczniów.
- Colin – Blondyneczka wyprostowała się wypatrując Dracona – Czuję, że mamy gorący temat…
Dopadł ją przy wejściu do biblioteki. Chwycił za rękę i obrócił twarzą w swoją stronę. Zaskoczona brunetka przyjrzała mu się bacznie. Zmarszczyła brwi. Otworzyła usta, położył palec na jej wargach.
- Chcę mieć gwarancje, że to, co widziałaś w pociągu nie ujrzy światłą dziennego Granger – Zmierzyła go oburzonym spojrzeniem.
- A co ja będę z tego miała? – Prychnęła odtrącając jego ciepłą dłoń – Posłuchaj Malfoy. Ja nie zaliczam się do tych żmij z twojego domu, które za kawałek sensacji dałyby sobie odrąbać rękę. Mnie nie cieszy cudza głupota. Więc zapomnijmy o tej rozmowie nie mam siły na kolejne ataki z twojej strony – Potrząsnęła głową. Uśmiechnął się do niej. Musnął jej policzek.
- Dzięki Granger – Odsunął się od niej, zmierzył ją badawczym spojrzeniem. Te ciepłe oczy, w jednej chwili zapragnął powiedzieć jej jak bardzo nie chcę mu się żyć. Ale ta cholerna gra pozorów, w którą zabrnął nie pozwalała mu na złamanie żelaznych zasad, które dzięki jego ojcu pozostawiły trwały Ślad w jego pamięci i psychice. Potrząsnął głową. Dziewczyna położyła dłoń na jego policzku, patrzył jej w oczy. Ta chora fascynacja, jej i jego. Nie wiedział, co robi, nachylił się nad nią. Nagle zza zakrętu błysnęły flesze. Obrócili gorączkowo głowy.
- Wiejemy Colin – Blondynka chwyciła chłopaka za rękaw i rzucili się do ucieczki. Kiedy stracili ich z pola widzenia dziewczyna szarpnęła się nie spokojnie.
- Cholera! – Wyrwało się brązowowłosej. Draco położył dłoń na ustach Gryfonki uśmiechając się do przechodzącej korytarzem tuż obok nich Trelawney. Nauczycielka odkłoniła się blondynowi, podczas gdy Hermiona przyduszona do ściany przegryzała jego dłoń.
- Przymknij się Granger albo przynajmniej uważaj na to, co mówisz – Uśmiechnął się poprawiając niesforne pasmo opadające mu na czoło. Obrócił się i odszedł. Na obchodne wyszeptał uśmiechając się do niej.
- Trzymam cię za słowo – Zniknął za kolumną. Odetchnęła, przejechała dłonią po policzku, zaczerwieniła się jak piwonia. Co tu się dzieje?
Panna Malfoy wygramoliła się z Wielkiej Sali przeciskając się przez tłumy pragnące odpocząć po męczącej podróży. Jakaś dziewczyna nadepnęła jej na buta, zgromiła ją spojrzeniem. Zabini kilka metrów dalej zabawiał stado pań, jej brata i Hermione gdzieś wcięło a Harry zwiał wymawiając się bólem kostki. Gdy znów ktoś nadepnął jej na nogę wymierzyła przybyszowi kopniaka w kostkę.
- CHOLERA JASNA, CO ZA DEBILE – Wrzasnęła
- Sen kochanie nie poznajesz mnie? – Sprawcą ostatecznego wytrącenia z równowagi psychicznej panny Malfoy okazał się być uroczy blondynek o porażająco niebieskich oczkach odziany w obcisłe jeansy i szatę bez herbu domu. Miał wygniecioną koszule i słodki uśmieszek przyklejony do twarzyczki. Jedyne, co w mniemaniu Pansy przechodzącej obok siostry jej przyszłego męża różniło go od anioła to brak śnieżnobiałych skrzydełek. Westchnęła i zajęła się roztrząsaniem sprawy fatalnego ubioru Emily McFrey. Na jednej z ostatnich imprez organizowanych przez Ślizgonów podczas wyjazdu profesora Slughorma, który coraz częściej miewał kłopoty z psychiką i jego terapeuta zalecił mu odpoczynek na łonie przyrody. Serena zatrzepotała rzęsami.
- Boże… znaczy na Merlina… znaczy Nathan – Pisnęła rzucając się kuzynowi na szyję. Spojrzała mu w twarz.
- Nathaniel moja droga – Poprawił dziewczynę – A gdzie mój drogi kuzyn sir Draco Malfoy? Parsknęła śmiechem. Przewróciła oczami widząc jego poważną minę.
- Sir Draco kuruje się w swoich komnatach – Wyrecytowała
- Och czyżby choroba miesięczna? Wiesz zawsze podejrzewałem, że mój kuzynek jest w połowie kobietą a to tylko potwierdza…Auł gdzie z pazurami panno Malfoy to nie przystoi damie auł no auł! – Przebiegli przez tłum rozochoconych panienek na czele z Pansy stojących na samym środku hollu.
Dźwięk tłuczonego szkła wypełnił kuchnie państwa Granger. Wysoka brązowo włosa kobieta nachyliła się nad porcelanową szklanką podzieloną na miliony kawałków, w których mogła dokładnie obejrzeć swoją twarz. Westchnęła, Hermiona zawsze źle znosiła prawdę zadawaną prosto w oczy bez jakiegokolwiek owijania w, bawełne… na pewno popełniła błąd, straciła przyjaciela i z tego, co słyszała w jej świecie dzieje się nie najlepiej… właśnie ona zawsze miała swój własny mały wyimaginowany świat, świat bez problemów, dlatego teraz obrywała od ludzi i każdy nawet najmniejszy plan zakończony fiaskiem traktowała jak utratę życiowej szansy. „Trzeba było nauczyć ją życia Carmen i nie użalać się teraz nad sobą sama jesteś winna temu, że twoja córka zachowuje się jak kobieta po przejściach z bagażem doświadczeń na plecach, mężem alkoholikiem gromadą dzieci do wykarmienia bez perspektyw” jęknęła wrzucając odłamki filiżanki do kosza na śmieci. Do przestrzennej kuchni wszedł wysoki mężczyzna trzymający na rękach popielatego szczeniaka.
- Za bardzo się tym wszystkim przejmujesz – Szepnął nachylając się nad partnerką – Hermiona w końcu zrozumie to mądra dziewczyna a co najważniejsze dorosła – Wstała prostując się nienaturalnie
- Na pewno – Wyszła, przymykając dębowe drzwi. Nie wiedziała, że wyrzucając, córkę z domu popełniła największy błąd swojego życia,…Ale to kwestia czasu, bo przecież on jest naszym największym przeciwnikiem…
Następnego Dnia...
Eliksiry, bite cztery godziny siedząc prosto jak struna i starając się chodź w połowie wysłuchać nudnych wywodów Snape’a. Harry przymknął oczy… pogoda dopisywała, jednym słowem sielanka w sam raz na mecz. Spojrzał niemrawo na Hermione notująca coś zawzięcie, wróciła, z całą pewnością to znów ta sama Hermiona. Uśmiechnęła się pod nosem dopisując następne zdanie.
- Potter czy możesz przypomnieć klasie składniki eliksiru słodkiego szaleństwa? – Harry wyprostował się nienaturalnie kręcąc nerwowo głową – Rozumiem panie Potter, czyli wyleciało panu z głowy? – Sarkazm i ironia kipiały tworząc interesujące zjawisko, dłoń Hermiony wystrzeliła w górę – Minus dziesięć dla Gryfindoru za nie uwagę Potter – Rozejrzał się po klasie, Hermiona zamachała nerwowo dłonią. Obrócił się w stronę tablicy – Dobrze skoro tylko jedna osoba… - zrobił przerwę – starała się zapamiętać recepturę… krótki sprawdzian nie zaszkodzi a i jeszcze coś... Ty Potter… szlaban u mnie przez tydzień..
- To nie sprawiedliwe! – Serena podniosła się z miejsca – Mści się pan rekompensując sobie tym samym na bogu ducha winnym chłopaku pana niezdarność z dzieciństwa. Proszę nawet mojego brata stać… - Snape zmierzył ją chłodnym spojrzeniem
- Minus 50 punktów dla Gryfindoru za wtykanie nosa w nie swoje sprawy Malfoy siadaj i milcz kobieto – Obrócił się – Wracając do sprawdzianu macie 15 minut.
Panna Granger razem z Sereną uwieszoną jej torby wymijała grupkę Puchonek machających zalotnie do Malfoya i Zabiniego stojących kilkanaście metrów dalej.
- Błagam.. Hermiona… błagam!! – Wrzeszczała majestatycznie rozrywając sobie bluzkę – Zrób to dla mnie tylko godzinka i wrócimy Ashley się ucieszy… to tylko impreza – Upadła na kolana, twarz Hermiony przybrała kolor dojrzałej wiśni
- Dobra – Warknęła – Wstań i nie rób już więcej scen
- Łiiii – Blondynka rzuciła się na Hermiony przewracając ją na kogoś stojącego tuż za nimi
- Witam piękne panie – Blaise ukłonił się kurtuazyjnie trzepocząc rzęsami – Czyżbym usłyszał słowo impreza – Nachylił się nad brunetką – No no powiedzcie –Potrząsnął głową – Powiedzcie wujkowi Zabiniemu – Hermiona poczuła delikatne klepnięcie zdecydowanie poniżej norm bezpieczeństwa stosowanych przez pannę Granger
- Zabini zboczeńcu – Wrzasnęła uderzając go w twarz, uchylił się śmiejąc się perliście
- Och a jaka gorąca – Rozluźnił krawat zgrabnie unikając dalszych ciosów rozjuszonej Gryfonka – Skarbie wystarczy jedno twe skinienie a możemy znaleźć się w moim piekle – poruszył brwiami, Serena oprała się o brata rechocząc zawzięcie
- A co powiesz na trójkąt Granger? – Serena czknęła nieelegancko powodując czyste zainteresowanie ze strony zebranych. Draco uśmiechnął się lubieżnie.
- Nie dzięki Malfoy – Wymamrotała, Zabini chwycił ją w pasie i zaczął obracać się w okuł własnej osi – Puszczaj – Wrzasnęła wyrywając się – Puszczaj w tej chwili minus 10 dla Slytherinu! – Krzyknęła – Puszczaj niewyżyta świnio! – Palnęła Zabiniego głowę, chłopak stanął poczym spektakularnie runął na ziemie wypuszczając wierzgającą Hermione. Zapadłą cisza, Hermiona klęknęła przed chłopakiem odgarniając mu włosy z czoła.
- Zabini podnieś się! – Warknęła rozpaczliwie, nachyliła się jeszcze bardziej – Zabi… - Chłopak poderwał się z miejsca przytrzymując oszołomioną Gryfonka zamykając jej usta swoimi. Usłyszała gwizdy, pojedyncze oklaski i nieśmiertelne „Uuu”. Tymczasem język chłopaka zdążył już zbadać podniebienie i policzki panny Granger. Odsunęła się od niego siadając na ziemi. Serena kwiczała jak zarzynana świnka a Malfoy uśmiechał się z politowaniem. Chłopak odsunął się na bezpieczną odległość. Hermiona potrząsnęła głową. Jakaś laska zapiszczała stojąc za plecami Dracona. Chłopak odwrócił się. Blaise Serena i wystraszona Hermiona. Ujrzeli chucherkowatą dziewczynę, na jej twarzy widniała majestatyczna kałuża różnego badziewia. Miała na sobie przykrótką spódniczkę, i szaty z godłem Slytherinu. Draco zagwizdał widząc, że dziewczyna zaciskając pięści wbija sobie długie paznokcie w dłoń przygryzając wargę.
- Ty suko! – Wrzasnęła w stronę, Hermiony stojącej obok Sereny, podbiegła do niej chwytając dziewczynę za krawat, szczerze mówiąc nie był godną przeciwniczką
- Czego chcesz dziewczynko? – Uśmiechnęła się z politowaniem
- Ty pieprzona lafiryndo chciałaś ukraść mi chłopaka. Ty puszczalska… – Dźwięk uderzenia rozniósł się echem wzbudzając w śród zainteresowanych poruszenie
- Posłuchaj – Zaczęła wzdychając ciężko – Nie moja sprawa, z kim sypiasz – Tu Malfoy opadł na ziemie przed Sereną zwijając się ze śmiechu – I raczej nie wyglądasz jak dziewczyna Zabiniego chyba, że – Tu spojrzała na bladego chłopaka – Zabini czyżbyś gustował w małolatach? – Uniosła brew, Ślizgonka trzymała się za piekący policzek pochlipując żałośnie – Ile masz lat?
- Cz…czternaście –Draco przeturlał się w stronę Hermiony, dziewczyna korzystając z okazji kopnęła go w brzuch powodując natychmiastową znieczulice na sytuacje dziedzica Malfoyów
- Nie uważasz Blaise, że powinieneś nam coś wyjaśnić… och nie? A może ty Malfoy? – Blondyn uniósł się patrząc na Hermione
- Zabini spotykał się z tą panną przez kilka tygodni, potem z tego, co pamiętam zerwali – Burknął
- Zboczeniec – Wrzasnęła Serena rzucając się w pogoń za Ślizgonem uciekającym korytarzem, za blondynką ruszyło stado Puchonek, które wcześniej przyglądały się całemu zajściu, na miejscu została tylko Hermiona i Draco opierający się o marmurowy parapet.
- A wracając do mojej propozycji nadal aktualna – Szepnął jadowicie trzepocząc zalotnie rzęsami.
Nagle zza pleców Dracona wyrósł nieznany jej dotąd chłopak. Uśmiechnął się lustrując zaczerwienione policzki gryfonki lubieżnym uśmiechem.



komentarze [20]

Z pod mojego pióra wyszło: Hermiona Granger żywa i nietknięta
Dnia: środa, 13 czerwca 2007
O godzinie: 18:16:14
Ta notka to tylko odskocznia od szarej rzeczywistości jaką tu stworzyłam. Daje wam przedostatni odcinek opowiadania tylko po to żeby zaspokoic ciekawość. Napisana bardzo powierzchownie, zero szczegółów jeśli jesteście inteligętni to ułożycie sobie ciąg dlaszy i dojdziecie co stało się w poprzednich częściach. Ludzie są niesprawiedliwi, pracuje na tego bloga, robie szablony avatary ale tylko dla siebie i nikogo więcej. Przez czysty przypadek przyłapałam dziewczynę z tego na zwykłym perfidnym złodziejstwie. Nie wiem po co to wszystko? Po co pisać i się starać skoro przez takie osoby przestaje się wierzyć w ludzką uczciwość?


Spojrzała na promieniejącą szczęściem twarz Sereny i Ginny wbitą w kąt Sali trzymającą w dłoniach szklankę, która rozpadała się pod wpływem ucisku. Tak bardzo chciała podejść do niej i powiedzieć coś, co mogłoby a raczej miało przypominać otuchę. Nie potrafiła już zdobyć się na tak heroiczny wysiłek, jakim była szczerość wypływająca z jej okaleczonych przekleństwem ust. Gdzieś z oddali usłyszała radosny śmiech Harrego, jego śmiech, jego szczęście… te pieprzone szczęście… Wypiła jednym chałatem kieliszek wina, nalała sobie drugi, chciała ukryć swoją bezsilność… bezsilność… a co by było gdyby był tu Ron? On wiedziałby jak pomóc Ginny. Wypiła kolejny szósty już kieliszek dzisiejszego wieczora, wybiła północ, Serena poprowadziła podchmielonego Harrego na parkiet, nienawidziła Malfoyów… nawet jej… a w szczególności jej brata. Cholerny kat, cholerny palant, poczuła palące uczucie wyżycia się na kimś. Wstała i chwiejnym krokiem wyszła niezauważona pozwalając, aby jej przewodnikiem była ściana, o którą oparła cały swój ciężar. Wpadła do pierwszej z brzegu łazienki, chwyciła się rozpaczliwie umywalki. Spojrzała z przekorą wymalowaną w lustro… gładka powierzchnia, przyjemne uczucie chłodu czy nasz obraz ukazujący tylko łudzące podobieństwo? Odkręciła zimną wodę, wartki strumień zalał jej rozgrzane dłonie, usłyszała cichy jęk dochodzący z głębi pomieszczenia, nie chciała się odwracać.
- Granger – Usłyszała cichy zduszony głos po jej prawej stronie
- Czego chcesz? – Wyprowadził ją z równowagi, którą tak szczelnie budowała bez rezultatu
- Gdybyś raczyła zauważyć, że to męska toaleta, więc…
- Nie kończ – Odwróciła się napięcie w oczekiwaniu, że zobaczy ten sam drwiący uśmieszek, co rok temu, te same bezwzględne oczy i te cudowne włosy opadające na mlecznobiałe czoło, przeraziła się, wydała z siebie zduszony okrzyk… nadal miał w sobie tą dumę, którą z mozołem przekazał mu jego ojciec, ale jego oczy… Opuściły ją siły, opadła na niego, przytrzymał ją opierając obojętnie o ścianę
- Nie zmieniłaś się wiele – Mruknął podając jej papierosa – Nadal wydaje ci się, że jesteś silna tak? – Nachylił się nad nią wdychając jej zapach – Nigdy już nie będziesz taka jak kilka lat temu, nigdy już nie będziesz mogła zdobyć się na szczerość – Syknął, brak reakcji z jej strony wzbudził w nim wściekłość. – Patrz na mnie jak do ciebie mówię szmato - Krzyknął potrząsając nią kilkukrotnie uderzając o marmurową ścianę, przestał czując jak rubinowa czerwień spływa po jego dłoniach, odsunął się ze wstrętem pomylonym z chorą fascynacją
- Pamiętasz jak kiedyś powiedziałeś mi, że twoje szaleństwo jest moim szaleństwem? – Nie odpowiedział, wpatrywał się zafascynowany w swoją dłoń ubrudzoną krwią dziewczyny – Nadal nosze je w sobie, pielęgnuje jak coś najcenniejszego… i nigdy go nie stracę, bo tyle pozostało mi po twojej szczerości – Uniosła się z wielkim trudem, zaśmiała się histerycznie- Hermiona Granger żywa i nietknięta – Spojrzał na nią, nie odczuwał żadnych wyrzutów sumienia, nie przy niej.
- Nie czas na histerie Granger – Podniósł ją z podłogi, zimna porcelanowa dama, jej niczym niewzruszona twarz, zamglone puste oczy szukające pocieszenia
- Twoje zwycięstwo, Malfoy – Wysyczała wyrywając się – Cholerne zwycięstwo pieprzonej czystej krwi nad takim marginesem jak ja! – Wrzasnęła – Powiedz mi, co czułeś, kiedy zabijałeś Rona? Satysfakcje, że pozbyłeś się kolejnego nic nie wartego robaka? Czy chodź przez chwile pomyślałeś, co teraz może czuć jego siostra, matka czy ojciec?! No powiedz pomyślałeś?! – Uderzyła go w twarz, powtarzając tę czynność parokrotnie, nie wytrzymał, oddał jej, upadła na ziemie zalewając się krwią, czerwony strumyk płynął po jej dłoni kończąc swój żywot na posadzce, – Co czułeś, kiedy wbijałeś swoją igłę w moją rękę? – Wyszeptała
- Palącą satysfakcje, że niszczę twoje nędzne życia Granger - Bał się… bał się, że go o to zapyta
- Tak bardzo cię nienawidzę – Wypluła zanosząc się szlochem – Tak bardzo! – Pogubił się.. Już dawno… nie wiedział, co czuje? Co czuje do niej, odrazę, wstręt… miłość? Widziała jak przez jego doskonałą twarz przebiega cień strachu. Wyciągnął w jej stronę dłoń. Spojrzała na niego, upadł przed nią na kolana. Nie chciał jej krzywdzić czy robił to nieświadomie? Chciał pokazać jej jak to jest być szmatą Voldemorta. Żeby czuła się jak dziwka, brudna pieprzona dziwka, dla której szlachetność już dawno przestała mieć znaczenie. Drżała, uniosła się z mozołem, chwyciła się jego ramion, wtuliła się w niego zanosząc się pustym wyimaginowanym szlochem. Już dawno przestał liczyć dni od ich ostatniego spotkania. Całe wieki, godziny, sekundy, tygodnie, przestała płakać, otarła mokrą twarz, czekała na jego ruch… jak na zbawienie. Ale on tylko na nią patrzył, nieobecny pusty wzrok, zimne oczy pozbawione skrupułów maszyna do zabijania. Położył głowę na jej ramieniu, zacisnęła uścisk. Jeszcze bardziej…
- Gdybyś wiedział jak bardzo cię…– Wychrypiała ze zrezygnowaniem, zebrała się z zimnej posadzki pobrudzonej jej krwią, chłopak nie drgnął ani o milimetr. Wyszła przymykając drzwi, tak po prostu wyszła. Rozejrzał się nieprzytomnie, ta rażąca czerwień, na ścianie i podłodze. Jej krew, brudna krew, szlam. W takich chwilach chciałby zapłakać jak dziecko. „Nic z tego Malfoy ty już nie jesteś człowiekiem o ile kiedykolwiek nim byłeś” sumienie, dławiące sumienie i żal, oparł się o umywalkę, łza spłynęła mu po policzku, wyciągnął z kieszeni torebeczkę z białym proszkiem. Wstał, musi ją znaleźć chodźmy była to ostatnia rzecz, jaką zrobi. Wybiegł trzaskając drzwiami, biegł przed siebie, co jakiś czas wpadając na podchmielone pary szukające wolnej klasy na jedną noc. Skręcił w lewo, wdrapał się na wierze astronomiczną, stanął w drzwiach, stała tam pochylona nad barierką. Podszedł do niej.
- Czego chcesz? – Wykrztusiła zaciągając się papierosowym dymem
- Tego, czego ty – Chwycił ją za rękę, patrzyła mu w oczy – Chcesz się ze mną pieprzyć – Tysiąc myśli na sekundę, szukała tej właściwej tej najrozsądniejszej, ale czy w takiej chwili potrafi być rozsądna?
- Zostaw mnie w spokoju – Wyszeptała beznamiętnie, wyciągnął torebkę z białym proszkiem, wciągnęła głośno powietrze – Nie… nie chcę nie dotykaj mnie – Czyste szaleństwo, ogarnęła ją panika, bała się, bała się, że znów zacznie, przycisnął ją do ściany tuż przy drzwiach
- Wierz mi chcesz – Wyszeptał jadowicie błądząc językiem po jej dekolcie. Wyrywała się, krzyczała, wymierzył jej policzek. Zamknęła się, jedno ukłucie, przymknęła oczy, zakręciło jej się w głowie. Osunęła się na ziemie, słyszała jak strzykawka upada na ziemie, szumiało jej w głowie, światła wirowały tworząc imponujące konstrukcje. Podniósł ją, podciągnął spódnice, czuła jego dłonie na swoich udach, pośladkach plecach, instynktownie rozpięła mu koszule, nie wiedziała, co robi. Wszedł w nią, zamknęła oczy wydając z siebie zduszony jęk. Poklepał ją po twarzy.
- O nie chcę żebyś patrzyła mi w oczy, kiedy robię ci dobrze - Wyszeptał


Umarł Bóg
nie ma nic, nic co dobre.
Więc kochaj mnie, kochaj mnie, kochaj mnie
chcę by miłość raniła Cię...
chcę by miłość zabijała
Nie mówi nic
Twoje ciało z bólu niech wije się
Nie mów nic
Tylko krzycz krzycz krzycz...



komentarze [11]

Z pod mojego pióra wyszło: Piekło nigdy nie jest tak ekscytujące jak wtedy, gdy skrywa się za twarzą anioła... party II
Dnia: wtorek, 22 maja 2007
O godzinie: 18:41:17
Uh... jestem, dwa dni temu wróciłam z Londynu, i jedno co moge stwierdzić że mają tam ochydne jedzenie. Fabuła sie rozkręca, zrobiłąm nowy szablon dotyczący głównie ważniejszego wydarzenia w życoiu Hermiony, jeśli będzie ktoś chętny moge oddać ten za dodanie do fav. Co wy na to żeby założyła tu dział z szablonami i avatarami?


Siedziała obok Harrego nie odzywając się słowem. Łzy spływały jej po policzkach tworząc szare smugi na bladej skórze. Opierała się na łokciu spoglądając w ciszy w dal. Potter spoglądał na nią mimochodem. „Dzisiaj przekonałam się, że świat jest o wiele bardziej okrutniejszy niż mi się zdawało”… na pewno chodziło jej o śmierć, Rona. Przymknął oczy, śmierć, zaczęła zbierać już plony chodź to dopiero początek wojny. W duchu klął, na czym świat stoi… nic nie zrobił. On wielki Potter wybraniec nie uratował przyjaciela przed okrutną śmiercią. Drzwi przedziału rozsunęły się przerywając wiszącą w powietrzu ciszę. Harry spojrzał w stronę wyjścia. W drzwiach stała niedbale oparta o framugę blondynka.
- Potty szukałam cię – Krzyknęła wesoło siadając obok chłopaka, rzuciła mu się na szyje wzdychając. – Stęskniłam się Harry – Szepnęła wdychając jego zapach
- Ja też Sen… - Szepnął zachrypniętym głosem
- Zostawię was samych musze coś załatwić… coś ważnego – Rzuciła Hermiona
Wybiegła na korytarz ocierając łzy, nie mogła złapać powietrza, pobiegła w stronę toalety. Wpadła na blondyna stojącego tuż przy wejściu.
- Malfoy… - Spojrzała na niego lekko oszołomiona zderzeniem
- Granger – Spojrzał na nią błędnym wzrokiem – Przyszłaś dać sobie w żyłę czy chcesz żebym pokazał ci, co to orgazm? – Zachichotał złośliwie wpatrując się w otępiałą twarzyczkę dziewczyny
- Twoja siostra tu jest nie wspominając o innych mógłbyś się opanować i wrócić do łazienki tak, aby nikt nie zobaczył, że jesteś naćpany – Wywarczała szeptem stając na palcach żeby móc wydedukować mu to prosto w twarz, wepchnęła go do pomieszczenia, z którego od kilku minut dobiegały wymioty Zabiniego
- Myślisz, że skoro twój ojciec jest prawą ręką tego śmiecia, którego nazywasz panem i że twój portfel nie cierpi na brak zawartości to możesz pajacować przed wszystkimi i mówić, jaki to jesteś spoko skoro dajesz sobie w żyłę? Nie zapominaj, że jestem córką M U G O L I Malfoy i wiem, co nie, co o narkotykach – Krzyknęła potrząsając delikatnie chłopakiem
- Po pierwsze Granger zawsze wiedziałem, że wy, Gryfoni uważacie mnie za ostatniego śmiecia, po drugie… - Urwał napawając się jej zgaszonym wzrokiem, który przed chwilą lustrował go krytycznie od pasa w górę– mój stary nie żyje, więc nie radziłbym ci o nim wspominać po trzecie jestem już dużym chłopcem nie sądzisz a co, do Voldemorta… po części przyznam ci racje – Warknął szukając w kieszeni papierosa, - Jeśli to wszystko to możemy zakończyć już tą godną pożałowania wymianę zdań – Prychnął, zaczynał powracać do, rzeczywistości, cała jego wesołość gdzieś uleciała tak szybko jak się pojawiła. Potrząsnął głową, otworzył oczy, światła wirowały tworząc imponujące efekty, wyłączył się na chwile, podczas gdy, panna Granger rozważała za i przeciw kontynuacji dalszego wywodu.
- Szczera rozmowa z tobą to czyste ryzyko, że człowiek wyjdzie na debila – Wyznała cicho skubiąc mankiet białej bluzki – Nie chcę żebyś marnował sobie życie…
- Błąd Granger – Mruknął wypuszczając dym, spojrzał jej w twarz - To zabrzmiało jakbyś się nade mną litowała a wiesz, że powinno być odwrotnie gdybym ja urodził się w mugolskiej rodzinie prędzej skoczyłbym pod pociąg niż poszedł do Hogwartu brawa za odwagę – Potrząsnął blond czupryną
- Zaczynasz mnie wkurzać Malfoy, to, że wywnętrzasz się na mnie rekompensując sobie swoje nie powodzenia nie uprawnia cię do mieszania do tego bagna moich rodziców – Przytknęła czubek różdżki do policzka chłopaka – Nienawidzę cię… słyszysz! Nigdy nie sądziłam, że mogłabym się zlitować nad takim potworem jak ty… chodź przez chwile – Spojrzał jej prosto w oczy, schowała różdżkę do kieszeni – Życzę dalszego marnowania sobie życia – Wybiegła z łazienki, w tym samym czasie Blaise wyczołgał się z ubikacji, usiadł pod ścianą, Draco spojrzał na niego próbując przybrać jak najbardziej lekceważący wyraz twarzy.
- Hermiona ma racje – Wyszeptał Zabini patrząc przyjacielowi twarz – Schrzaniłeś sobie życie – Podniósł się i chwiejnym krokiem wyszedł zamykając delikatnie drzwi, blondyn został sam, cisza dudniła mu w uszach odbijając się od mdłych białych ścian, osunął się na ziemie opierając o ścianę
- Jestem potworem… - Spojrzał w górę – Jestem potworem mamo – Powtórzył bez przekonania –Stałem się potworem przez niego! – Krzyknął uderzając pięścią w ścianę…
Pociąg stanął uczniowie wypłynęli z niego tworząc różnobarwne grupki na peronie w Hogsmage. Hermiona z przyklejonym do twarzy sztucznym uśmiechem witała się ze znajomymi podążając za Harrym, który bez opamiętania wpatrywał się w miss Hogwartu u jego boku. Pravati wpadła na brązowowłosą, chwyciła ją pod rękę i ględziła coś bez ładu i składu, co chwilę chichocząc i podskakując. Po drodze dokleiła się do nich Lavender ciągnąc za sobą jednego z tych przystojniejszych Krukonów, jak zwykle poprawiła włosy wyćwiczonym ruchem, przygryzła dolną wargę równo umalowaną błyszczykiem i z głębokim westchnięciem wyciągając chłopaka z tłumu.
- Znacie już mojego przyszłego męża? – Poczym uśmiechnęła się słodko, „Przyszłego męża” Hermiona uśmiechnęła się zasłaniając ręką usta. Właśnie przypomniało jej się kilka scen z ekscesywnego życia prowadzonego przez pannę Brown. Pierwszą i chyba najbardziej spektakularną był jej chłopak Jessy, mugol grający na rozsypującej się gitarze, przyciągnęła go ze sobą na dworzec by potem wypłakiwać się szaleńczo na ramieniu McGonagall łkając żałośnie i błagając, aby ta uratowała jej ukochanego przed nieodwracalną kasacją pamięci. W szkole huczało kilka dobrych miesięcy aż do czasu, kiedy Maggie Barton nie podtopiła Parkinson w łazience Jęczącej Marty za uwodzenie jej chłopaka. Parsknęła śmiechem sięgając pamięcią do mętnych tłumaczeń Pansy leżącej przed Malfoyem.
- Och dziewczyny to były najwspanialsze ferie mojego życia, najpierw razem z Markusem poszliśmy na mugolskie lodowisko, potem zabierał mnie na długie romantyczne spacery, stawiał kawę, przedstawił swoim rodzicom… Hermi, jaki cudowny szal gdzie go kupiłaś?! – Hermiona spojrzała na nią mętnym wzorkiem powoli wracając na ziemie
- Herm czy ty nas w ogóle słuchasz? – Lavender spojrzała na nią z troską – Chodzi o Rona tak? Też nie mogę się pozbierać po tym, co przeczytałam w Proroku… Knot uspokaja zaprzeczając, aby można było spodziewać się jeszcze jakiś zbiorowych ataków nie tylko na mugoli, ale także na tak zwanych zdrajców krwi…
- Zostawmy to nie mam ochoty o tym rozmawiać! – Warknęła patrząc karcąco na dziewczynę – Już wystarczająco długo wypłakiwałam się w poduszkę żeby teraz wysłuchiwać o tym w szkole – Wyprostowała się – A ty Pravati dobrze się bawiłaś w górach? – Wymruczała posyłając im perliste uśmiechy
- Ja…Tak, tak myślę…


komentarze [12]

Z pod mojego pióra wyszło: Piekło nigdy nie jest tak ekscytujące jak wtedy, gdy skrywa się za twarzą anioła...
Dnia: niedziela, 29 kwietnia 2007
O godzinie: 12:36:40
Brązowo włosa dziewczyna siedziała nieruchomo w przedziale zgniatając beznamiętnie białą kartkę zapisaną równym starannym pismem. Oczy miała przymknięte, z pod powiek wydobywały się gorzkie łzy spadające na dłonie Hermiony. Załkała głośno, mogła sobie na to pozwolić, siedziała w ostatnim wagonie, ostatnim przedziale w odosobnieniu. Gdzieś z oddali dobiegały wesołe głosy uczniów wracających z ferii. Wstała i rzucił się do kufra, który leżał na siedzeniu obok, otworzyła go i z dziką furią zaczęła przerzucać rzeczy. Wreszcie po kilku minutach dzikiego szlochu stanęła uspokajając się, spojrzała na pamiętnik, który leżał na podłodze wyrzucony przez właścicielkę, otworzyła go drżącymi dłońmi i wyjęła ruchome zdjęcie zrobione w Hogsmage ok. temu.

„ Dla Hermiony Najlepszej przyjaciółki Pod słońcem.”
Ron

Osunęła się na podłogę, jego już nie było a wojna zaczęła się na dobre. Ale dlaczego? Dlaczego właśnie, Ron?! Zachowywała się jak hipokrytka od kilku miesięcy nie robiła nic innego jak płakała i znęcała się nad sobą zatracając w samotności. Nie odpisała na list, Sereny która jak potem się okazało całe święta spędziła z Harrym w Hogwarcie. Nie odpisała także Porterowi, który pisał regularnie dopytując, co się z nią dzieje, podniosła się z podłogi.
- Przestanę obiecuje Ron… przestanę dla ciebie… nie będę już więcej płakać… nie będę – powtarzała machinalnie zmierzając do toalety z zamiarem przemycia twarzy, stanęła prze drzwiach, nacisnęła klamkę gdy do jej uszu dobiegł dźwięk tłuczonego szkła i wstęgi melodyjnych przekleństw które brzęczały jej w głowie niczym leśne echo domagając się zrozumienia. Obróciła się.. Męska toaleta. Drzwi były uchylone, podeszła bliżej słysząc coraz głośniejsze „szepty”. Poczuła zapach dymu, podobnie pachniał tata, tylko, że to nie był zwykły tytoń. Ogarnął ją strach i niema ciekawość zajrzenia do środka, na podłodze pod umywalką leżał blond włosy chłopak trzymając się kurczowo za rękę. Podeszła do niego, poczuła jak ktoś zaciska dłoń na jej ramieniu.
- Nie przejmuj się przejdzie mu – Obróciła się wystraszona. Ku jej zdziwieniu ujrzała bladą twarz Blaise trzymającego w dłoni skręta.
- Co.. Co mu jest?! – Zaskoczona i zdenerwowana spojrzała ukradkiem na Dracona. Jego twarz byłą bledsza niż zwykle, włosy dłuższe zakrywające twarz i opadające ciężko na ramiona, oczy miał zamknięte i wydawał się jej chudszy.
- Dał sobie w żyłę – Wymamrotał zakłopotany – Mugolska Heroina – Dodał widząc jej osłupienie – Robi to już od dłuższego czasu nie przejmuj się przejdzie mu – Uklęknęła przy nim nie zwracając uwagi na mętne tłumaczenia otępionego dymem Zabiniego.
- Malfoy… Malfoy otwórz oczy… słyszysz mnie Malfoy? – Szepnęła, chłopak nie reagował, podwinęła machinalnie rękaw jego ubrudzonej krwią koszuli, przejechała palcem po licznych ukłuciach i świeżych bliznach, spojrzała bezmyślnie na chłopaka, to nie był ten sam Malfoy, co kiedyś. Oczy miał podkrążone, był chudy, i wycieńczony ciągłym braniem z tego, co wywnioskowała brał od dłuższego czasu. Zrobiło jej się go żal, miała ochotę go przytulić. Potrząsnęła głową i spojrzała, na Blaisego, który odpływał do krainy marzeń… marzeń, w których nie było Voldemorta i Hogwartu, gdzie był sam szczęśliwy… Szczęście, wydawałoby się, że ludzie pokroju Zabiniego Malfoya byli bezgranicznie szczęśliwi mając pieniądze i pozycje. Naprawdę wychowywani byli na zabawki, Voldemorta którymi mógł bawić się bez końca powierzając coraz to brutalniejsze misje.
- Co się z wami stało? – Wyszeptała wreszcie z wyrzutem – Skąd to macie… boże Zabini – podniosła głos, patrząc na niego z wyrzutem
- Daj spokój Herm… Dzięki temu świat jest lepszy… - Szepnął przymykając oczy, blondyn usiadł krzywiąc się niewyraźnie. Otworzył szeroko oczy… światło było strasznie wyraźnie, stukot kół uderzających o tory był nie do zniesienia, wszystko, co go otaczało było nazbyt wyraźne. Jego wyobraźnia jak i umysł się wyłączył.
- Granger? – Warknął niewyraźnie, – Co robisz? – Spojrzał na jej dłoń spoczywającą na jego ramieniu
- Nic – warknęła machinalnie cofając się
- Szkoda – szepnął osuwając się na ziemie – chodź do mnie – spojrzał na nią próbując się uśmiechnąć – no chodź nie patrz tak – usiadła obok niego położył głowę na jej kolanach, zamknął oczy
- Chcesz wiedzieć, jakie to uczucie, kiedy odrywasz się od tej pieprzonej rzeczywistości, co? – Nigdy nie widziała go w tak dziwnym stanie, był ostatnio agresywny, pobudzony, miał wszystko gdzieś. – To jak orgazm, ale ty przecież nie wiesz, co to? – Zaśmiał się, Blaise nie zwracał na nich najmniejszej uwagi
- Pieprzysz Malfoy nie zachowuj się jak rozpieszczony bachor przestań robić z siebie pajaca – warknęła odtrącając go, wstała i spojrzała na niego z dezaprobatą – Współczuje twojej siostrze, że musi patrzeć jak marnujesz sobie życie – rzuciła, podniósł się i stanął obok niej
- Nie mam najmniejszego zamiaru wdawać się w głupie gry słowne z osobą twojego pokroju – prychnęła
- Wyjęłaś mi to z ust Granger – Jęknął niedbale odpalając papierosa, jej włosy i ubranie przesiąkły zapachem marihuany – Hej diable żyjesz? – Spojrzał na przyjaciela stojącego przy otwartym oknie, dziewczyna zmarszczyła nos
- Jeśli myślisz że tak to zostawię to się grubo mylisz Malfoy niszczysz życie sobie i przy okazji Serenie na której wyładowujesz swoje frustracje – Krzyknęła popychając blondyna w stronę drzwi
- A ty myślisz, że ci wszystko wolno, bo masz, Pottera? Złoty Chłopiec obroni cię przed Voldemortem? Nie musi on woli chłopców – Warknął śmiejąc się histerycznie – Z resztą on by się nie dotknął, pod twarzą aniołka, którą przybrałaś kryje się brudna szlamowata krew – Dokończył z wyrzutem wymalowanym na twarzy.
- Ja… - Zaczęła, ale chłopak położył palec na jej ustach
- Nic nie mów i tak wiem, że nie zrozumiesz – Dodał szeptem - idź już Potter pewnie się o ciebie martwi… - Wybiegła trzaskając drzwiami. W drzwiach swojego przedziału wpadła na Harrego.
- Cześć… płaczesz? – Spojrzał Hermionie w twarz
- Dzisiaj przekonałam się, że świat jest o wiele bardziej okrutniejszy niż mi się zdawało…

Tak życie się kończy,
trwa,
zaczyna...

Czasem w połowie
urywa.

Ginie w marzeniach
człowieka.

Stańmy na chwilę,
złapmy się za ręce.

Krzyknijmy do nieba:
ja kocham! Ja nie chcę!

Ale przecież na to
nie ma czasu...

Życie zamieniło się
w odliczanie.

W odliczanie do końca.
Dlatego żyjmy tym, co jest.



komentarze [15]




Archiwum.
2006
wrzesień (1)
październik (2)
grudzień (2)

2007
styczeń (4)
luty (1)
marzec (2)
kwiecień (2)
maj (1)
czerwiec (1)
lipiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (1)
listopad (2)

2008
styczeń (3)
luty (1)
maj (1)
czerwiec (1)
wrzesień (1)


Ci najbardziej wyjątkowi.
hermiona-draco-storyars-amori-looked-in-the-mirrorWhole my life in Hogwartginny-weasleylosy-doroslej-hermionyroza-gryffindoru
Stowaryszenia.




Dodaj mnie||Księga.||Bohaterzy.